W obu miastach aparatura ta swym zasięgiem obejmowała tzw. dzielnice rządowe. W Sztokholmie - siedzibę rządu, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, rezydencję premiera i parlament.W Oslo - podobnie, bo poza parlamentem siedzibę premiera i banku centralnego, jak również centrale wielu strategicznie ważnych firm. 

Tych odkryć - co się podkreśla w komentarzach mediów - nie dokonały służby mające zapewniać bezpieczeństwo kraju, ale redakcje największych dzienników: norweskiego "Aftenposten" i szwedzkiego "Dagens Nyheter".

Zawiadomione przez dziennikarzy policje i służby specjalne podjęły działania celem wykrycia sprawców.

W Norwegii w wyniku oceny zasięgu tych podsłuchów podejrzenia kierują się raczej ku zagranicznym wywiadom. Media wymieniają wywiady rosyjski, chiński lub amerykański.

Szwedzki kontrwywiad cywilny SAPO, prowadzący dochodzenie wspólnie z Zarządem Poczt i Telekomunikacji, robi to maksymalnie dyskretnie, informując jedynie, iż nawiązał w tej sprawie kontakt z kolegami norweskimi. W oficjalnym komunikacie SAPO zapowiada, że nie będzie informować o kolejnych posunięciach, by nie demaskować swych metod pracy.

CZYTAJ TEŻ:  Niemcy podsłuchiwali Hillary Clinton. Przez przypadek? >>>