Na swojej stronie internetowej Armia Wyzwolenia-Ludowy Front Wyzwolenia przyznała się do ataku na amerykańską placówkę. Dwa lata temu ta sama grupa przeprowadziła samobójczy zamach bombowy na ambasadę USA w Ankarze. Wówczas zginął turecki ochroniarz placówki.

Atak na konsulat USA w Stambule, to nie jedyny zamach przeprowadzony dziś w Turcji. W prowincji Sirnak zamieszkanej między innymi przez Kurdów i położonej przy granicy z Irakiem i Syrią eksplodowała bomba, zabijając czterech policjantów. Niedługo potem niezidentyfikowany napastnik zaczął strzelać do śmigłowca wojskowego. Zginął jeden żołnierz, a drugi został ranny. Zaatakowano także posterunek tureckiej policji na przedmieściach Stambułu, największego miasta Turcji. Trzy ofiary śmiertelne to napastnicy i oficer policji, co najmniej 10 osób zostało rannych. Wśród poszkodowanych są zarówno policjanci, jak i cywile.

W Turcji obowiązuje stan podwyższonej gotowości po tym, jak tamtejsza armia w ubiegłym miesiącu dokonała zsynchronizowanych nalotów na pozycje terrorystycznej organizacji Państwo Islamskie w Syrii oraz kurdyjskich bojowników w północnym Iraku. Na terenie Turcji aresztowano zaś kilkaset osób podejrzewanych o działalność terrorystyczną. Kurdowie oskarżają władze w Ankarze, że pod pozorem walki z dżihadystami chcą rozprawić się z tą grupą etniczną.