Powołując się na rozmowę z adwokatem córki, Nikołajem Połozowem, matka oświadczyła, że pieniądze na grzywnę w wysokości 30 tysięcy rubli Sawczenko otrzymała od ukraińskich dyplomatów.

Powiedział on, że Nadia czuje się lepiej, że zaczęła trochę jeść. Opowiadał, że (Rosjanie) dali jej dokumenty, żeby mogła wrócić na Ukrainę. Jest tam paragraf, w którym trzeba się przyznać, że przekroczyła granicę i poprosiła o azyl; (adwokat) powiedział, że się roześmiała. Jest tam także mowa o grzywnie. Połozow wyjaśnił jej, że jeśli nie zapłaci tej grzywny, to te dokumenty będą nieważne. I wtedy się zgodziła – powiedziała Maryna Sawczenko dziennikarzom w Kijowie.

Matka lotniczki relacjonowała też, że jej córka wpłaciła pieniądze na grzywnę i "powiedziała, żeby się nią udławili".

W środę Federalna Służba Więzienna Rosji (FSIN) uzależniła wysłanie do sądu dokumentów w sprawie przekazania Sawczenko Ukrainie od zagwarantowania przez władze w Kijowie, że odbędzie ona w kraju wyrok wydany przez sąd w Doniecku w Rosji.

Wcześniej adwokaci Sawczenko informowali, że wypełniła ona wszystkie dokumenty konieczne do przekazania jej Ukrainie. Podali, że dokumenty były adresowane do kierownictwa FSIN. Sawczenko odmówiła w nich przyznania się do winy, jednocześnie zgadzając się na zapłacenie grzywny w wysokości 30 tysięcy rubli.

Sawczenko zagroziła rozpoczęciem kolejnej głodówki, jeśli proces jej wydania Ukrainie będzie się przedłużał. Kreml wcześniej jako jedyny warunek przekazania lotniczki do kraju podał zastosowanie w jej sprawie ustawodawstwa rosyjskiego.

Rosyjskie władze oskarżyły, a następnie skazały Sawczenko na 22 lata kolonii karnej, uznając ją za współwinną śmierci dwóch rosyjskich dziennikarzy podczas walk w Donbasie w 2014 roku. Sawczenko, która jako urlopowana oficer ukraińskiej armii walczyła wtedy przeciwko prorosyjskim separatystom, nie przyznała się do winy. Lotniczka utrzymuje, że została uprowadzona przez separatystów do Rosji, zanim dziennikarze zostali zabici.