Jak podała brytyjska komisja wyborcza, za Brexitem w czwartkowym referendum zagłosowało 51,9 proc. wyborców, a 48,1 proc. za pozostaniem we Wspólnocie.

Najbardziej rozpoznawalny przedstawiciel eurosceptycznego skrzydła Partii Konserwatywnej, były burmistrz Londynu Boris Johnson, który jest jednym z polityków typowanych na przyszłego szefa rządu, ocenił, że Wielka Brytania skorzysta na wystąpieniu z UE. - (Kraj) będzie mógł na nowo odnaleźć swój głos w świecie, głos współmierny do faktu, że Wielka Brytania jest piątą co do wielkości gospodarką na Ziemi - oświadczył.

Wyjść tak szybko, jak to możliwe

Komentując decyzję Brytyjczyków, szef Rady Europejskiej Donald Tusk ocenił, że jest to historyczna chwila dla UE. Poinformował, że w minionych dniach rozmawiał ze wszystkimi przywódcami państw UE i przewodniczącymi unijnych instytucji o ewentualnym Brexicie. - Dziś w imieniu wszystkich 27 przywódców mogę oświadczyć, że jesteśmy zdecydowani, by utrzymać jedność Unii 27 państw - podkreślił. - UE tworzy ramy naszej wspólnej przyszłości.

Liderzy instytucji unijnych oczekują, że rząd w Londynie wprowadzi w życie decyzję obywateli Wielkiej Brytanii o wyjściu z UE tak szybko jak to możliwe. "Wszelkie opóźnienia niepotrzebnie przedłużą niepewność" - napisali we wspólnym oświadczeniu przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, Tusk, szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz oraz premier sprawującej prezydencję UE Holandii Mark Rutte.

Schulz poinformował też, że we wtorek rano odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie PE, który przyjmie rezolucję nakreślającą dalsze kroki, jakie ma podjąć UE w związku z wynikiem referendum.

Premier Holandii zaapelował o szersze reformy UE. Dodał, że proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii może rozpocząć się nie wcześniej niż po wyborach parlamentarnych w Niemczech, zaplanowanych na jesień przyszłego roku.

W sobotę rano odbędzie się spotkanie ministrów spraw zagranicznych sześciu krajów - założycieli UE: Niemiec, Francji, Holandii, Włoch, Belgii i Luksemburga.

Amerykanie szykują dolary

Na wynik referendum zareagował Biały Dom. Barack Obama przeprowadzi w związku z tym konsultacje z premierem Cameronem - poinformowały służby prasowe prezydenta. Sam Obama w oświadczeniu zapewnił, że uznaje wynik brytyjskiego referendum i że stosunki USA z Wielką Brytanią nie doznają uszczerbku.

Ubiegający się o nominację Republikanów w listopadowych wyborach prezydenckich w USA Donald Trump ocenił, że głosując w referendum za opuszczeniem UE, Brytyjczycy "odzyskali kontrolę nad swoim krajem". "Washington Post" napisał na swych stronach internetowych, że po zwycięstwie zwolenników Brexitu bardziej prawdopodobne staje się to, że amerykańskie wybory wygra Trump, którego kampania została zbudowana na argumentach podobnych do tych, którymi szermowali w Wielkiej Brytanii eurosceptycy.

Fed, amerykański bank centralny, starając się uspokoić rynki finansowe oznajmił, że gotów jest zapewnić gospodarce płynność, dostarczając dolary poprzez istniejące już kanały wymiany z innymi bankami centralnymi.

Komunikat Fedu głosi: "Rezerwa Federalna we współpracy z innymi bankami centralnymi bacznie obserwuje rozwój wydarzeń na światowych rynkach finansowych w następstwie referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE". Minister finansów USA Jack Lew również zapewnił, że monitoruje sytuację na globalnych rynkach.

Rosja się odcina

Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział, że Brexit będzie miał globalne skutki zarówno pozytywne, jak i negatywne; dodał też, że Rosja w żaden sposób nie ingerowała, nie ingeruje i nie zamierza się ingerować w wybór Wielkiej Brytanii. Zdaniem rosyjskiego premiera Dmitrija Miedwiediewa brytyjskie referendum będzie miało konsekwencje dla gospodarki światowej, w tym takie, które "nie cieszą" Rosji.

Ministrowie finansów i szefowie banków centralnych krajów G7 poinformowali we wspólnym oświadczeniu, że monitorują nadmierną zmienność, jaka zapanowała na rynkach na wieść o wyniku referendum, i będą koordynować swe działania, by uspokoić sytuację.

Zapewnili też, że banki centralne podjęły już kroki mające zapobiec utracie płynności. Również brytyjski minister finansów George Osborne oznajmił, że banki te działają już, aby "zapewnić właściwą płynność i funkcjonowanie rynków".

Wyparowały dwa biliony

Wyniki czwartkowego referendum odbiły się na światowych rynkach finansowych. Na otwarciu giełd w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji odnotowano mocne spadki. Spadki nastąpiły też na otwarciu Wall Street: Dow Jones stracił 2,16 proc., a Nasdaq - 3,78 proc. Jak podaje Bloomberg, z rynków "wyparowały" ponad 2 biliony dol. Spadkami zareagowała również polska giełda. Osłabieniu uległ też polski złoty.

Agencja ratingowa Moody's przekazała, że wynik brytyjskiego referendum będzie miał negatywne konsekwencje dla ratingów kredytowych Wielkiej Brytanii oraz dla innych emitentów w tym kraju.

Brexit dał się już odczuć w Szwajcarii, ponieważ podrożał kurs franka wobec euro, co skłoniło Szwajcarski Bank Narodowy do natychmiastowej interwencji na rzecz ustabilizowania kursu własnej waluty.

Wyniki referendum mogą mieć wpływ także na przyszły kształt samej Wielkiej Brytanii. Były przewodniczący Szkockiej Partii Narodowej (SNP) Alex Salmond zapowiedział, że SNP prawdopodobnie będzie domagać się rozpisania nowego referendum w sprawie niepodległości Szkocji.

Lider największej północnoirlandzkiej partii narodowej Sinn Fein, Declan Kearney, ostrzegał, że jeśli okaże się, że Wielka Brytania opuści UE, to brytyjski rząd "utraci wszelki mandat", by reprezentować interesy mieszkańców jego kraju.

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że wynik brytyjskiego referendum to sygnał dla przywódców UE, że musimy zachować jedność i spójność; że trzeba czynić wszystko, by uniknąć efektu domina. Zadeklarował też, że Polska będzie chciała utrzymać jak najbardziej ścisłe związki z Wielką Brytanią w zakresie współpracy gospodarczej, wojskowej i politycznej i że będzie rozmawiać z rządem brytyjskim o sytuacji Polaków, którzy mieszkają, pracują lub studiują na Wyspach.

Szydło: Problemy zamiatano pod dywan

Premier Beata Szydło oświadczyła w związku z Brexitem, że nasz kraj zaproponuje reformy, które w naszej opinii są konieczne do przeprowadzenia w UE. Rezultat brytyjskiego referendum to wynik kryzysów w UE, które nie były rozwiązywane, tylko zamiatane pod dywan - podkreśliła.

Dzisiejszy dzień powinien być przede wszystkim dniem refleksji, w którym kierunku powinna i w którym kierunku zmierza Unia Europejska i jakie powinny być podejmowane decyzje, by UE budowała przede wszystkim swoją przyszłość myśląc o Europie, o narodach europejskich, o Europejczykach - dodała premier.

Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski uznał, że wynik referendum powinien być początkiem dyskusji nad kierunkiem zmian w UE. - Trzeba się zastanowić nad przyszłością integracji europejskiej - podkreślił.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński oznajmił, że należy dokonać reformy Unii Europejskiej i to będzie pozytywna odpowiedź na Brexit, która może stać się też ofertą dla Wielkiej Brytanii; dodał, że potrzebny jest nowy traktat europejski. Według niego należy doprecyzować przepisy Unii, by ona rzeczywiście działała w oparciu o prawo, a nie na zasadzie arbitralnej, co "często się zdarza" i czego Polska stała dzisiaj "przedmiotem i ofiarą".

Konkluzja jest oczywista, potrzebny jest nowy traktat europejski - zaznaczył Kaczyński.

Tymczasem premier Węgier uważa za największą naukę wynikającą z czwartkowego głosowania to, że Bruksela powinna usłyszeć głos ludzi. Zdaniem Viktora Orbana należy przeanalizować, jakie sprawy miały decydujące znaczenie w brytyjskiej debacie na temat członkostwa.