Debata, która wybuchła po zamachu z 14 lipca w Nicei, odżyła po wtorkowym ataku dwóch młodych dżihadystów na kościół w Normandii, gdzie zginął ksiądz odprawiający mszę. "Co nam daje znajomość tożsamości masowego zabójcy? Po co robić z niego supergwiazdę?" - pyta retorycznie 18-letni licealista Edwyn Letellier, cytowany przez dziennik "Le Figaro". Kilka dni po zamachu w Nicei, gdzie 31-letni Tunezyjczyk zabił 84 osoby, zainicjował on internetową petycję zobowiązującą media do zachowania anonimowości terrorystów. Dotąd zebrał 75 tys. podpisów.

Część francuskiej opinii publicznej najbardziej oburzyły opublikowane w wielu mediach zdjęcia "selfie" zamachowcy z Nicei, za kierowcą ciężarówki, którą potem rozjeżdżał ludzi na nadmorskiej promenadzie. Kilkudziesięciu polityków opozycyjnej prawicy zwróciło się w tej sprawie do CSA, czyli organu kontroli mediów.

W środę dziennik "Le Monde" poinformował w artykule redakcyjnym, że odtąd nie będzie zamieszczał zdjęć sprawców, "by uniknąć ich ewentualnej gloryfikacji". Na to samo zdecydowała się informacyjna stacja telewizyjna BFMTV, której redaktor naczelny Herve Beroud powiedział, że "zdjęcia stawiają na tym samym poziomie sprawców i ofiary". Ale telewizja będzie nadal podawała tożsamość zamachowców. Podobną decyzję podjęła telewizja France 24.

Radio Europe 1 postanowiło w ogóle nie podawać na antenie tożsamości sprawców "żeby nie robić z nich bohaterów", katolicki dziennik "La Croix" ogranicza się do publikacji samych imion i rezygnuje ze zdjęć. Radio RFI zapowiedziało, że będzie "bardzo oszczędnie" sięgało na antenie po imiona terrorystów. Telewizja TV5 Monde pokazuje w dziennikach ich zdjęcia, ale zamazane.

Taką postawę popiera cytowany przez AFP psychoterapeuta Fethi Benslama, który zwraca uwagę, że "zachętą do wielu czynów (terrorystów) jest chwała, jaką przynosi rozgłos medialny (...), jednym z najsilniejszych bodźców jest bycie znanym i uznanym przez opinię publiczną". Z kolei australijski ekspert Michael Jetter wskazuje na podobieństwa w relacjonowaniu przez media zamachów i samobójstw i twierdzi, że stopień ich nagłośnienia ma wpływ na ich skalę - poprzez "efekt naśladownictwa". Publikowane w mediach sylwetki zamachowców mogą inspirować kolejnych, którzy również będą poszukiwać rozgłosu.

Sekretarz stanu ds. pomocy ofiarom Juliette Meadel już wcześniej ogłosiła, że chce uregulowania sprawy informowania zarówno o ofiarach, jak i sprawcach zamachów w mediach tradycyjnych a także społecznościowych. Do września propozycje w tej sprawie ma zgłosić grupa złożona z dziennikarzy, medioznawców i intelektualistów. Z kolei CSA zapowiedział opracowanie kodeksu etycznego "obsługi audiowizualnej aktów terrorystycznych".

We francuskiej debacie są i głosy przeciwne. Zwraca się uwagę na prawo do informacji oraz że źródłem danych o terrorystach jest zawsze prokuratura, która ogłasza je publicznie w ramach toczącego się śledztwa. Johan Hufnagel z lewicowego dziennika "Liberation" wskazuje, że publikacja zdjęć nie oznacza gloryfikacji, jaka jest obecna np. w wydawanym przez Państwo Islamskie piśmie "Dabik", które wychwala terrorystów jako "męczenników" i "żołnierzy" i stawia jako przykład dla innych. Catherine Nayl z telewizji TF1 zapowiada, że każdy przypadek będzie w redakcji rozpatrywany indywidualnie.

Z kolei francuska agencja prasowa AFP uznała, że będzie kontynuowała podawanie tożsamości terrorystów i publikowała ich zdjęcia. "Kryterium pozostaje wartość informacyjna tekstu i fotografii - nie chcemy jej pozbawiać naszych pięciu tysięcy klientów na całym świecie. Oni sami mogą potem zadecydować, czy ich użyć, czy też nie" - powiedziała szefowa informacji w AFP Michele Leridon.

Wskazuje się także na niemożliwość zahamowania obiegu informacji w zglobalizowanym świecie. "Nawet jeśli (zakaz) byłby jednogłośnie respektowany przez całą branżę medialną we Francji, to i tak nie obowiązywałaby w mediach zagranicznych" - zauważa dziennik "Le Figaro", który opublikował nazwiska, ale nie zdjęcia zabójców księdza z Normandii.