W komentarzu redakcyjnym brytyjski dziennik przypomina, że od 15 lipca, kiedy doszło do próby zamachu stanu, prawie 70 tysięcy ludzi zostało aresztowanych, zawieszonych w obowiązkach lub zwolnionych z pracy.  - Rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) obwiniła o rokosz zwolenników Fethullaha Gulena, mieszkającego w USA islamskiego kaznodzieję, niegdysiejszego sojusznika prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. I wielu studentów tajnej siatki Gulena się z tym zgadza - wskazuje "Financial Times".

- Guleniści poświęcili kilkadziesiąt lat na zdobywanie władzy w tureckiej policji, wymiarze sprawiedliwości, służbach wywiadowczych i siłach zbrojnych. Laiccy oponenci neoislamistycznej AKP ostrzegali Erdogana przed tą infiltracją. Ale on uważał, że siatki te są użyteczne w unieszkodliwieniu armii, choć teraz jest jasne, że guleniści umieszczali własne kadry wojskowe na wakatach po generałach usuniętych na żądanie AKP - odnotowuje dziennik.

Jednak obecne czystki sugerują, że Erdogan idzie dalej poza stłumienie buntowniczego równoległego państwa, aby zniszczyć wszystkich dysydentów - zaznacza "Financial Times" w komentarzu. - Ponad 160 generałów - cztery razy tyle, ile zostało usuniętych ze stanowisk przez prokuratorów gulenistowskich - było zaangażowanych w wymierzenie obezwładniającego ciosu armii, drugiej co do wielkości w NATO - wylicza "Financial Times". I dodaje, że ponad 3 tys. sędziów i prokuratorów zostało zwolnionych, w tym z Trybunału Konstytucyjnego, który jest ostatnim instytucjonalnym ogranicznikiem niepohamowanego sprawowania władzy przez prezydenta. Dziennik przywołuje również doniesienia organizacji praw człowieka na temat przypadków torturowania i nękania osób zatrzymanych.

Jak zauważa "Financial Times", AKP, słusznie dumna z położenia kresu endemicznej praktyce tortur w Turcji, teraz zastanawia się, czy przywrócić karę śmierci. Według gazety - to nie tylko dobije dogorywającą kandydaturę Turcji do UE, ale będzie oznaczało kapitulację wobec tłumu -  który po próbie puczu domaga się przywrócenia najwyższego wymiaru kary.

Gazeta podkreśla, że od czasu masowych demonstracji przeciwko Erdoganowi w 2013 roku, stał się on z pewnością większym autokratą, chcącym zastąpić system parlamentarny w Turcji prezydenturą a'la Władimir Putin.

W ocenie "Financial Times" sojusznicy Ankary mają niewielką zdolność wywierania nań skutecznego nacisku: UE polega na Turcji w kwestii syryjskich uchodźców, a USA i NATO zależą od tureckich baz lotniczych w walce z IS w Syrii i Iraku. - Tymczasem Erdogan spotka się z Putinem w przyszłym tygodniu w sytuacji, gdy tych dwóch polityków silnej ręki zażegnuje ochłodzenie stosunków w kwestii Syrii - wskazuje gazeta.

Zdaniem "Financial Times" nie można grać na zwłokę w kwestii nadużyć takich jak tortury, ale na razie sojusznicy Turcji muszą wzywać Erdogana, by skorzystał z okazji wypracowania nowej politycznej ugody dla tego zróżnicowanego kraju. Jednak mówienie np. o odwołaniu Zgromadzenia Parlamentarnego NATO w listopadzie tego roku w Stambule jest przedwczesne.

Na koniec dziennik podkreśla, że - w obecnym stanie rzeczy decyzja Erdogana o selektywnym dogadywaniu się z opozycją, w tym z nacjonalistami i socjaldemokratami przy lekceważeniu prokurdyjskiej koalicji, sugeruje, iż nawet w tym momencie kryzysu egzystencjalnego pozostaje on bardziej skupiony na swoich ambicjach nieograniczonej władzy prezydenckiej niż na demokratycznej przyszłości Turcji.