Kolejne chaotyczne i nieracjonalne wypowiedzi Donalda Trumpa powodują, że zwiększa się rzesza amerykańskich publicystów – nie tylko tych sympatyzujących z Partią Demokratyczną – którzy zaczęli publicznie i poważnie stawiać pytanie, czy kandydat republikanów w wyborach prezydenckich jest w pełni zdrowy psychicznie i czy nadaje się do pełnienia urzędu.

„Podczas prawyborów, kiedy dziwne wybuchy Donalda Trumpa pomogły mu zmiażdżyć przeciwników, myślałem, że jest przebiegły jak lis. Teraz jestem coraz bardziej przekonany, że jest po prostu niezrównoważony” – napisał w zeszłym tygodniu publicysta „The Washington Post” Eugene Robinson.

„Można się zastanawiać, kiedy liderzy republikanów dostrzegą, że powierzyli swój los i los partii w ręce człowieka z zaburzoną osobowością. Możemy zostawić profesjonalistom sprawę, jak to nazwać. Wystarczy powiedzieć, że odpowiedź Donalda Trumpa na wystąpienia podczas konwencji Partii Demokratycznej nie była racjonalna” – napisał na łamach tej samej gazety Robert Kagan z konserwatywnego think tanku Brookings Institution.

Temat dziwnego zachowania Trumpa poruszył też Joe Scarborough, gospodarz porannego programu w stacji MSNBC, a w przeszłości republikański kongresmen, który Trumpa zna osobiście od 20 lat. Powiedział on, że nowojorski miliarder nie przypomina człowieka, którego on znał, i z dnia na dzień wygląda to coraz gorzej. – Cały dzień odbierałem telefony ludzi z Partii Republikańskiej, od działaczy, od prawicowych blogerów. Wszyscy pytali mnie o jego zdrowie psychiczne – ujawnił. To tylko przykłady, bo tego typu rozważań pojawiło się w ostatnich dniach mnóstwo.

Zachowania Trumpa rzeczywiście ostatnio są trudne do zrozumienia, nawet jak na jego własne standardy. Przykładem może być jego kompletnie absurdalna wypowiedź tuż po zakończeniu republikańskiej konwencji, łącząca ojca Teda Cruza z zamachem na Johna Kennedy’ego (Cruz, główny rywal Trumpa do nominacji, nie poparł go oficjalnie podczas konwencji,) czy niemający uzasadnienia chamski atak na rodziców amerykańskiego muzułmanina, który zginął, walcząc w szeregach amerykańskiej armii w Iraku, a pośmiertnie został odznaczony za bohaterstwo.

Na dodatek dziennikarze coraz częściej wyłapują sytuacje, w których Trump, świadomie bądź nie, mija się z prawdą lub sam sobie zaprzecza, i to w takich sprawach, że trudno to uznać za roztargnienie. Kilka dni temu mówił, że nigdy nie poznał osobiście Władimira Putina, choć jeszcze w listopadzie opowiadał o spotkaniu z rosyjskim prezydentem.

Po ostatnich wystąpieniach Trumpa Karen Bass, demokratyczna kongresmenka z Kalifornii, zainicjowała nawet petycję wzywającą do zbadania go przez psychiatrów, bo jej zdaniem wykazuje on objawy narcystycznego zaburzenia osobowości, które jest uznawane za jednostkę chorobową. Pod petycją podpisało się już ponad 10 tys. osób.

Jednak amerykańscy psychiatrzy bardzo niechętnie się wypowiadają w sprawie spekulacji co do zdrowia psychicznego Trumpa. Po pierwsze, publiczne stawianie diagnozy bez zbadania danej osoby, jedynie na podstawie obserwacji jej wypowiedzi, z zasady byłoby mało profesjonalne. Po drugie, lekarze chcą przestrzegać niepisanej zasady Goldwatera, zgodnie z którą powstrzymują się przed oceną kandydatów na prezydenta. W kampanii w 1964 r. podobne zarzuty co do problemów psychicznych pojawiły się w stosunku do republikańskiego kandydata Barry’ego Goldwatera. Nie wynikały one jednak z jego zachowania, tylko z bardzo ostrej retoryki, którą przyjął – np. nie wykluczał konfliktu nuklearnego. Amerykański magazyn „Fact” wysłał wówczas ankietę do 12 tys. psychiatrów, pytając ich, czy Goldwater psychicznie nadaje się na prezydenta. Ze zdecydowanej większości odpowiedzi wynikało, że nie, co „Fact” mocno wybił w artykule. Ale to, że na ankietę odpowiedziało tylko ok. 20 proc. zapytanych, zostało przemilczane.

Niemniej problem z osobowością Trumpa istnieje. Szczególnie że – gdyby założyć jego wygraną – amerykańska konstytucja nie określa precyzyjnie procedur w takiej sytuacji. Artykuł II, który jest poświęcony władzy wykonawczej, nie mówi nic na temat stanu zdrowia prezydenta, a jedynie, że w razie niezdolności do pełnienia przez niego urzędu obowiązki przejmuje wiceprezydent. Procedurę uszczegóławia 25. poprawka z 1967 r., która przewiduje możliwość, że wiceprezydent i większość kierowników resortów może poinformować szefów obu izb Kongresu o niezdolności prezydenta do pełnienia funkcji. Jednak jej autorzy mieli na myśli raczej sytuację tymczasową. W sytuacji zaistnienia tak niejednoznacznej sprawy jak zaburzenia psychiczne powoływanie się na to miałoby dość wątłe podstawy.

Sztab Trumpa bagatelizuje te rozważania. – Jestem pewien, że widział pan opublikowany w grudniu raport medyczny na temat stanu zdrowia Donalda Trumpa, gdzie opisano go jako prawdopodobnie najzdrowszego człowieka, który zostanie wybrany na prezydenta – odpowiedziała jego rzeczniczka Hope Hicks na pytanie dziennikarza „Toronto Star”. Wspomniany raport dotyczył tylko jego zdrowia fizycznego, a nie psychicznego.