Dziennik przypomina, że władza prezydenta USA jest szczególnie silna w sprawach bezpieczeństwa narodowego – gdzie Kongres jej nie ogranicza w tym stopniu, co w kwestiach polityki ekonomiczno-społecznej - i gdyby kandydat Partii Republikańskiej (GOP) ją zdobył, może zrealizować wiele z tego, co zapowiada w kampanii wyborczej.

Jako prezydent Donald Trump może więc, na przykład, przywrócić stosowanie tortur, czego zabronił prezydent Barack Obama, a nawet zarządzić operację militarną w celu zajęcia złóż ropy naftowej w Iraku lub Syrii, do czego nieustannie wraca w swoich wystąpieniach. Przede wszystkim jednak – kontynuuje "Washington Post" - "Trump mógłby zamknąć amerykańskie bazy wojskowe za granicą, wycofując wojska z Japonii, Korei Południowej i Europy".

Gazeta przypomina wielokrotne wypowiedzi kandydata GOP podważające wartość sojuszy USA, z poszczególnymi krajami i w ramach NATO, a także jego "silne i nieco tajemnicze przywiązanie do Władimira Putina". "Gdyby Trump miał działać zgodnie ze swoimi zapowiedziami i skłonnościami, mógłby zmienić świat, i to zdecydowanie na gorsze. Nie musiałby podejmować żadnych formalnych działań w kierunku zniszczenia NATO. Jeżeli po prostu powtórzy, już jako prezydent, swoją sugestię, że Stany Zjednoczone mogą nie bronić państw w Europie Środkowej i Wschodniej, które są zagrożone przez Rosję, zaczną one czym prędzej nawiązywać inne porozumienia – w tym swoje własne układy z Rosją" – pisze "Washington Post".

"Największym marzeniem Putina jest, aby prezydent USA uznał Eurazję jako strefę wpływów Rosji w XIX-wiecznym stylu. Prezydenci Obama i George W. Bush odrzucali taką koncepcję, ale Trump prawdopodobnie ją poprze. Czy dlatego, że szczerze uważa, iż Ukraina i sąsiednie kraje zasługują na to, aby zostać opanowane przez Kreml, czy z powodu jego własnych powiązań finansowych z rosyjskimi bankami i oligarchami, tego nie wiemy, gdyż Trump odmawia ujawnienia swoich zeznań podatkowych i dokumentów biznesowych" – czytamy w komentarzu redakcyjnym.

Dziennik zwraca uwagę, że oświadczenia Trumpa w kampanii mogą sprawić, że jeśli wygra wybory, Korea Południowa i Japonia zaczną pracować nad produkcją własnej broni nuklearnej, gdyż sugerował to sam kandydat GOP. Jego wybór ucieszy też dyktatorów, ponieważ Trump nigdy nie potępiał łamania praw człowieka.

"W sumie wybór Trumpa prawdopodobnie położy kres erze amerykańskiego globalnego przywództwa, rozpoczętej w 1945 r. Sojusze zawarte przez USA po II wojnie światowej, będące jego podstawą, przestaną mieć znaczenie. Pojawi się nowa Ameryka – cyniczna, egoistyczna, gotowa do użycia murów, bojkotu i tortur w celu osiągania swoich celów i do partnerstwa z podobnie myślącymi reżimami, jak Rosja. Dla tych, którzy wierzą w tradycyjne amerykańskie liberalne wartości, świat stanie się miejscem dużo zimniejszym i bardziej niebezpiecznym" – konkluduje "Washington Post".