Minister wypowiadał się dwa dni po ogłoszeniu przez malezyjską policję, że na twarzy zamordowanego 13 lutego Kim Dzong Nam wykryto ślady gazu bojowego VX, który jest bardziej trującą wersją paralityczno-drgawkowego sarinu.

Minister zdrowia poinformował, że śmiertelna dawka gazu VX wynosi 10 miligramów, ale podczas ataku najpewniej użyto większej ilości tej trucizny.

- Dawka była tak silna, że zaatakowała serce i płuca. Absorpcja nastąpiła bardzo szybko i wywołała zgon 15-20 minut po kontakcie ze śmiertelną substancją chemiczną  - oświadczył.

Szef resortu ogłosił również, że raport z sekcji zwłok 45-latka, którą przeprowadzono 15 lutego, został ukończony i zostanie przekazany policji. Zasugerował, że krewny Kim Dzong Nama nie przyjechał jeszcze do Malezji, by zakończyć identyfikację zwłok i inne procedury.

Południowokoreańskie i amerykańskie władze są przekonane, że zabójstwa dokonały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Wywiad w Seulu poinformował deputowanych południowokoreańskich, że rozkaz zabicia swego przyrodniego brata wydał Kim Dzong Un i że taką próbę podjęto już w 2012 roku.

O zamordowanie Kim Dzong Nama podejrzewana jest Indonezyjka i Wietnamka; obie aresztowano. Indonezyjka, z którą w sobotę rozmawiali indonezyjscy dyplomaci, wyznała, że dostała równowartość 90 USD za, jak jej powiedziano, wzięcie udziału w programie typu "ukryta kamera". 30-letni mężczyzna z Korei Północnej zapłacił jej 400 ringgitów (90 dolarów) za wtarcie w twarz Kim Dzong Nama substancji, która miała być olejkiem dla dzieci. Ten "żart" miał zostać nagrany przez kamery.

Także Wietnamka twierdzi, że sądziła, iż chodzi o żart - poinformowało w sobotę wietnamskie MSZ.

W związku z tą sprawą do aresztu trafił również obywatel Korei Północnej.

Malezyjska policja podejrzewa, że czterech Północnych Koreańczyków, którzy mieli związek z zabójstwem, uciekło z Malezji i najpewniej znajduje się w Korei Północnej. Chce przesłuchać trzech innych obywateli Korei Północnej, w tym attache północnokoreańskiej ambasady w Kuala Lumpur.