Nazajutrz po wygranej przez obóz rządzący w Turcji referendum w sprawie zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki kancelaria prezydenta Francji oceniła w oświadczeniu, że "zorganizowanie referendum w sprawie kary śmierci oznaczałoby ewidentnie zerwanie z wartościami oraz zobowiązaniami" powziętymi przez Turcję "w ramach Rady Europy".

Paryż "odnotowuje wyniki ogłoszone" po niedzielnym referendum, a także "podawanie w wątpliwość" tych liczb, zauważając, że dane te "pokazują, iż społeczeństwo tureckie jest podzielone w sprawie przewidywanych głębokich reform" w kraju.

"Wartości i zobowiązania powzięte w Radzie Europy powinny skłaniać tureckie władze do prowadzenia otwartego i szczerego dialogu ze wszystkimi uczestnikami życia politycznego i społecznego" - wskazała kancelaria prezydenta Francji.

W osobnym komunikacie francuskie MSZ sprecyzowało, że Paryż "z uwagą przeanalizuje sprawozdanie końcowe Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz przedstawicieli Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, którzy brali udział w obserwacji tego głosowania" w Turcji.

Powołując się na te same "wartości i zobowiązania w Radzie Europy", "wśród których są poszanowanie pluralizmu, podziału władzy i praworządności", MSZ Francji "wzywa również turecki rząd, żeby stosował się do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, której Turcja jest sygnatariuszem i która zakazuje m.in. stosowania kary śmierci".

W niedzielę przemawiając do tłumów, jakie zgromadziły się w rodzinnym mieście Erdogana – Stambule, prezydent zapowiedział zainicjowanie "natychmiastowej debaty" nad przywróceniem w kraju kary śmierci. Erdogan nie wykluczył zorganizowania w tej sprawie kolejnego referendum, gdyby miało się to okazać konieczne. W czasie kampanii przed głosowanie wielokrotnie opowiadał się za przywróceniem kary śmierci, jeśli będą tego chcieli Turcy.