Dotychczas Korea Północna testowała rakiety, które byłby zdolne do przenoszenia ładunków atomowych. Ale to tylko jedna z technologii potrzebnych do zdobycia statusu potęgi atomowej. Eksperci od uzbrojenia nuklearnego dotychczas byli dość spokojni, bo bez odpowiednio zminiaturyzowanych głowic (termin ten jednak należy właściwie rozumieć – ładunek wciąż może ważyć kilkaset kilogramów), północnokoreańskie rakiety nie miałyby czego przenosić.

Nawet jeśli reżimowi Kim Dzong Una udało się skonstruować rakietę zdolną osiągnąć wschodnie wybrzeże USA – jak w przypadku przetestowanej dwukrotnie w lipcu br. Hwasong-14 – Pjongjang nie byłby w stanie zapakować na nie głowic atomowych. „Washington Post”, powołując się na tajny raport jednej amerykańskiego wywiadu wojskowego – DIA (Defense Intelligence Agency, Agencja Wywiadu Obrony).

W raporcie tym wskazano, że oznacza to, iż Korea Północna przekroczyła ważny próg na drodze do stania się mocarstwem nuklearnym na pełną skalę.

„Washington Post” odnotowuje również, że w zeszłym miesiącu wywiad amerykański znacznie podniósł ocenę północnokoreańskiego arsenału nuklearnego. USA szacują obecnie, że północnokoreański przywódca Kim Dzong Un sprawuje kontrolę nad 60 sztukami broni nuklearnej. Gazeta dodaje, że niektóre niezależne think tanki sądzą jednak, że liczba ta jest znacznie mniejsza.

„Washington Post” pisze, że choć od pierwszej północnokoreańskiej próby nuklearnej minęło już ponad 10 lat, wielu analityków sądziło, iż miną jeszcze lata, zanim tamtejsi naukowcy zdołają opracować kompaktowe głowice nuklearne, przenoszone przez pociski rakietowe. Jednak tajny raport DIA z datą 28 czerwca br. wskazuje, że Korea Północna już zdołała to osiągnąć.

Także japoński resort obrony ocenił w tym tygodniu, że są dowody wskazujące, iż Korea Północna osiągnęła miniaturyzację.

Gazeta przyznaje, że nie wiadomo na razie, czy reżim północnokoreański przetestował już taką głowicę, choć w zeszłym roku Pjongjang twierdził, że taką próbę przeprowadzono.

„Washington Post” odnotowuje, że DIA i Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego odmówili skomentowania tych informacji.

W środę północnokoreańska agencja prasowa KCNA poinformowała, że Pjongjang "starannie analizuje" plany dokonania ataku rakietowego na będącą terytorium amerykańskim wyspę Guam na Pacyfiku. Miałby to być atak z użyciem rakiety balistycznej średniego i dalekiego zasięgu Hwasong-12.

Kilka godzin wcześniej prezydent Donald Trump zapowiedział, że jeśli Korea Północna będzie dalej grozić Stanom Zjednoczonym, to spotka ją "ogień i gniew, jakich świat nigdy nie widział".

Agencja Associated Press pisze, że mimo regularnie powtarzanych przez Koreę Północną gróźb zaatakowania Guamu (odległego o 3400 kilometrów od Półwyspu Koreańskiego), jest wysoce nieprawdopodobne, by Pjongjang zdecydował się na zaatakowanie obywateli USA, bowiem konsekwencją byłaby "anihilacja" północnokoreańskiego przywództwa. Nie jest też jasne - dodaje AP - na ile niezawodne byłyby północnokoreańskie pociski rakietowe średniego zasięgu, gdyby użyto ich do zaatakowania odległych celów.

Na Guamie są amerykańskie bazy wojskowe. Jest tam zainstalowany nowoczesny system obrony przeciwrakietowej THAAD (Terminal High Altitude Area Defense).