Stojąca na czele prokuratury Alison Saunders oceniła, że obraźliwe zwroty w internecie mogą "podsycać wrogość" i mieć bezpośrednie przełożenie na liczbę przestępstw i nienawistnych zachowań w realnym życiu.

- Niezależnie od tego, czy będzie się krzyczeć osobiście, pisać na ścianie ich domu lub tweetować, wpływ nienawistnych obelg na ofiarę może być równie niszczący  - napisała Saunders w tekście dla "Guardiana", tłumacząc główne założenia zmian.

Według nowych wytycznych prokuratorzy powinni zwracać uwagę na to, czy sprawca przestępstwa kierował się nienawiścią ze względu na rasę, religię, orientację seksualną, gender lub niepełnosprawność ofiary.

W latach 2015-16 brytyjska prokuratura prowadziła rekordową liczbę ponad 15 tys. spraw dotyczących przestępstw z nienawiści, a co trzeci skazany miał podniesiony wymiar kary orzeczonej w wyroku ze względu na element nienawiści. Jak wynika z danych za pierwszy kwartał br., liczba takich przestępstw wzrosła o 20 proc.

Obowiązująca w Wielkiej Brytanii definicja przestępstwa motywowanego nienawiścią jest jedną z najszerszych w Europie.

W ubiegłym roku Polacy oraz inne mniejszości etniczne i religijne, m.in. muzułmanie, Żydzi, sikhowie donosili o zwiększonej liczbie przestępstw z nienawiści wymierzonych przeciwko ich społecznościom po tym, jak Wielka Brytania zagłosowała w czerwcowym referendum za wyjściem z Unii Europejskiej.

W najbardziej znanej sprawie, przedstawianej wówczas przez media jako możliwe przestępstwo z nienawiści wobec Polaka - pobicia ze skutkiem śmiertelnym Arkadiusza J. w Harlow - prokuratorzy uznali, że nienawiść na tle narodowościowym nie została w toku śledztwa wystarczająco potwierdzona jako jeden z motywów działania. 16-letni sprawca został jednak uznany za winnego nieumyślnego zabójstwa i oczekuje na wyrok, który zapadnie 8 września br.