Bruksela czy Warszawa? – rząd Orbana musi wybrać, na kogo będzie się orientować w związku z tym, że spośród państw Grupy Wyszehradzkiej Czechy i Słowacja coraz wyraźniej zmierzają w kierunku ściślejszej współpracy unijnej i w strefie euro – pisze liberalny tygodnik w tekście zatytułowanym „Rozdroże”.

„HVG” przypomina słowa premiera Słowacji Roberta Fico: Pytanie, na które musimy odpowiedzieć, jest bardzo proste. Czy chcemy powiązać przyszłość Słowacji z najbardziej rozwiniętymi państwami Europy, takimi jak Niemcy i Francja? Moja odpowiedź brzmi: tak.

Pytanie to według tygodnika jest zasadne również w przypadku Węgier: czy chcą one zmierzać w kierunku wspomnianym przez Fico, czy też „znaleźć się na peryferiach Unii Europejskiej”. „HVG” podkreśla przy tym, że państwa, które nie wstąpią do strefy euro, trafią na pas powolnego ruchu w Europie wielu prędkości.

Zdaniem tygodnika to, że państwa Grupy Wyszehradzkiej znalazły się na rozdrożu, dał odczuć także premier Czech Bohuslav Sobotka, który oznajmił, że po jesiennych wyborach w jego kraju kolejny rząd będzie musiał zdecydować, czy wprowadzić euro.

W tym tygodniu czeska prasa już ogłosiła, że rząd praski wnioskuje, by także jego minister finansów mógł brać udział jako obserwator w posiedzeniach ministrów sektorowych państw strefy euro – podkreśla „HVG”.

Według gazety, premierzy Czech i Słowacji zrozumieli, że od wyboru Emmanuela Macrona na prezydenta Francji „inne wiatry wieją w Unii”. O ile wcześniej istniała możliwość, że w UE zostaną przyjęte tylko takie reformy, które nie będą wprowadzać rozróżnienia między poszczególnymi państwami, a więc zostanie utrzymana jedność Unii, o tyle teraz to się zmieniło – ocenia tygodnik, przypominając, że kanclerz Niemiec Angela Merkel już opowiedziała się za Europą wielu prędkości.

Tygodnik pisze, że wbrew zapewnieniom węgierskich władz, iż współpraca wyszehradzka jest ściślejsza niż kiedykolwiek, nie uda się utrzymać jedności V4 „w jednej +małej+ sprawie: integracji i przynależności do trzonu Europy”. Według „HVG” świadczy o tym m.in. współpraca Trójkąta Sławkowskiego, którego przywódcy spotkali się w środę z Macronem. Chodzi o szefów rządów Czech, Słowacji i Austrii - krajów, których współpraca opiera się na deklaracji podpisanej w 2015 roku w czeskim Sławkowie.

„HVG” zwraca uwagę, że Andrej Babisz, którego centroprawicowy ruch ANO prowadzi w sondażach przedwyborczych w Czechach, także jest eurosceptyczny, ale „widząc rysujące się opcje – pozostanie poza ściślejszym sojuszem i ryzyko trafienia przez to na peryferia, czy też należenie to trzonu Unii - z pewnością zastanowi się nad kolejnym krokiem”.

Jeśli taki scenariusz się urzeczywistni, V4 powróci do poprzedniego stanu letargu i skurczy się do ścisłej współpracy dwóch państw działających dotąd przeciwko integracji, Polski i Węgier, a Czechy i Słowacja tylko w ograniczonym stopniu będą uczestniczyć w życiu sojuszu – pisze tygodnik.

Jeśli Macronowi i Merkel uda się zmobilizować państwa członkowskie do ściślejszej integracji, to Węgry też będą musiały wybrać, czy chcą pozostać na zewnątrz ściślejszej współpracy, czy spróbują znaleźć się wśród członków strefy euro – czytamy.

Wielkim pytaniem jest to, jaką drogę wybierze Polska, zwłaszcza gdy miejsce obecnej partii rządzącej PiS zajmie z czasem formacja bardziej przyjazna Europie – pisze „HVG”.

Tygodnik podkreśla przy tym, że choć Orban z całych sił sprzeciwiał się dotąd ściślejszej integracji, to „gdy trzeba, był zdolny do kompromisu”. Jako przykład „HVG” podaje głosowanie za ponownym wyborem Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej wbrew woli rządu Polski.

Według doniesień Komisja Europejska spróbuje zapobiec podziałowi UE na dwie części; jak powiedział komisarz ds. gospodarczych Pierre Moscovici, każde państwo będzie musiało wstąpić do strefy euro, aby UE nie stała się sojuszem dwóch prędkości. Dlatego komisarz obiecał, że KE najpewniej jesienią złoży krajom pozostającym poza nią "propozycję nie do odrzucenia" – pisze tygodnik.

„HVG” ocenia w związku z tym, że nie bardzo istnieje alternatywa dla ściślejszej integracji, „a wobec tego potrzebny byłby teraz co najmniej półobrót w polityce zagranicznej Orbana”.