Generał podzielił się swą wiedzą na ten temat, mimo że śledztwo w tej sprawie jeszcze trwa.

Amerykańscy żołnierze z liczącego około tysiąca kontyngentu USA wypełniającego misję pokojową w Nigrze zostali zaatakowani 4 października podczas misji zwiadowczej, jaką przeprowadzali w miejscowości oddalonej o 120 km na północ od stolicy kraju, Niamey. Ich oddział liczył 12 żołnierzy.

W rekonesansie uczestniczył też oddział żołnierzy nigerskich, spośród których pięciu straciło życie.

Amerykanie i żołnierze nigerscy zostali zaatakowani przez liczący 50 osób oddział bojowników islamskich, powiązanych z lokalną strukturą IS - wyjaśnił gen. Dunford.

Jak zaznaczył, Amerykanie wezwali posiłki dopiero po godzinie walki. W moim osądzie, uważali, że będą sami w stanie poradzić sobie z tą sytuacją bez dodatkowego wsparcia, ale to ostatecznie wyjaśni śledztwo". Nie mam żadnych powodów, by zakładać lub twierdzić, że zrobili cokolwiek, co wychodziłoby poza rozkazy – stwierdził.

Generał przypomniał też, że na miejsce walk został wysłany bezzałogowy samolot, który pojawił się tam w zaledwie kilka minut po wezwaniu pomocy. Godzinę po tym na miejsce przybył też francuski Mirage – wskazał.

Stacja CNN, która poświęciła poniedziałkowej konferencji prasowej generała Dunforda specjalny materiał, przypomniała, że w piątek Pentagon sprostował wcześniejsze spekulacje o zakazie bombardowania, jakim miała być rzekomo objęta misja francuskiego myśliwca. Było to niewykonalne, ponieważ trudno było rozróżnić walczące strony - podkreślono w komunikacie.

Poniedziałkowa wypowiedź generała Dunforda wpisuje się w szerszy kontekst polemiki wywołanej kondolencyjnym tweetem prezydenta Donalda Trumpa, w którym użył on nazwiska jednego z poległych.

Wymienił nazwisko mego męża, sierżanta La Davida Johnsona ni stąd, ni zowąd, chyba dlatego, że było wytłuszczone w raporcie, który leżał u niego na biurku – powiedziała mediom wdowa po Johnsonie, Myeshia. Wyznała ona w rozmowie telefonicznej z prowadzącym program telewizyjny "Good Morning America", że była też urażona zachowaniem głowy państwa, w tym - tonem jego głosu, gdy Trump do niej zadzwonił.

Trump zapewnił w kolejnym swym tweecie, że wiedział o kogo chodzi, gdy składał kondolencje wdowie.

Jak ujawniają amerykańskie media, sierżant Johnson był bliskim przyjacielem rodziny deputowanej z ramienia Partii Demokratycznej Frederiki Wilson, która osobiście uczestniczyła w ceremonii przewiezienia trumny z jego ciałem z bazy sił powietrznych w Dover.

Nie tylko ona, ale też wielu innych członków Kongresu - podkreśla CNN - wyrażało w ostatnich dniach oburzenie, że parlament nie był wystarczająco informowany o misji pokojowej w Nigrze, o jej rozmiarach czy o tragicznym w skutkach ataku na komandosów.

Wciąż walczę o to, by komitet ds. sił zbrojnych Senatu otrzymywał wyczerpujące informacje - zaznaczył w wypowiedzi dla telewizji ABC senator John McCain.

Z kolei Senator Lindsey Graham z Karoliny Południowej, który wraz z McCainem udał się w piątek na specjalne spotkanie z szefem resortu obrony, Johnem Mattisem, powiedział stacji NBC w poniedziałek, że "nie miał pojęcia, iż w Nigrze stacjonuje 1000 amerykańskich żołnierzy".

Odnosząc się do tych słów na konferencji prasowej w poniedziałek gen. Dunford ujawnił, że na kontynencie afrykańskim stacjonuje obecnie 6 tys. żołnierzy z USA.

Generał nie potwierdził informacji, że samotne ciało sierżanta La Davida Johnsona zostało znalezione 1,5 km od miejsca, gdzie doszło do starcia. Zapewnił jednak, że żołnierze amerykańscy z misji podległej dowództwu AFRICOM i żołnierze francuscy nie zaprzestali walki, dopóki nie znaleźli ciała sierżanta.