Dynamikę V4 w moim przekonaniu zmieni objęcie władzy przez nowy czeski rząd, którego według najnowszych doniesień należy się spodziewać w styczniu. Andrej Babisz już zapowiedział, że w sprawie kwot zajmie dużo bardziej zdecydowane stanowisko niż jego socjalistyczny poprzednik, jednakże nie wiadomo na razie, jakich kroków można się spodziewać np. w sprawie udziału Czech w strefie euro – wskazał w rozmowie z PAP analityk Instytutu Spraw Zagranicznych i Handlu Marton Ugrosdy.

Przypomniał, że Słowacja już jest członkiem strefy euro, a ponadto na początku tygodnia Komisja Europejska przedstawiła pakiet propozycji dotyczących przyszłości eurolandu. Dlatego sądzę, że jedną z najważniejszych kwestii będzie stosunek do członkostwa w strefie euro - ocenił.

Wyraził też pogląd, że V4 nie zdoła w tej sprawie zająć jednolitego stanowiska i pytanie dotyczy raczej tego, jak mogą się zachować pozostałe trzy (oprócz Słowacji) państwa wobec nacisków ze strony KE.

Analityk Centrum Integracji Euroatlantyckiej i Demokracji Daniel Bartha wyraził przekonanie, że „biorąc pod uwagę reakcje innych państw pozostających poza strefą euro, nie wolno wyłącznie z ideologicznych przyczyn odrzucać wypracowanego właśnie pakietu euro”.

Ugrosdy zaznaczył, że wzmocnienie współpracy w Grupie Wyszehradzkiej leży w interesie strony polskiej i węgierskiej, nawet jeśli w niektórych kwestiach kraje V4 myślą inaczej. V4 to szansa, byśmy mówili bardziej zgodnym głosem w Brukseli, a Budapeszt i Warszawa zgadzają się co do przyszłej roli instytucji europejskich oraz co do znaczenia rządów narodowych. To stanowisko może w przyszłości podzielić także Praga, warto jednak poczekać na pierwszy miesiąc rządów Babisza - powiedział.

Tymczasem według Barthy utrzymanie wewnętrznej spójności V4 wydaje się już niemożliwe, „a jednak Warszawa trwoni niewytłumaczalnie dużo energii na inicjatywę Trójmorza”. Ponieważ Austria wzmocni swą rolę w regionie, Polska powinna starać się o wzmocnienie kontaktów z Wiedniem - ocenił.

Zdaniem Ugrosdyego zagrożeniem jest przeciągające się powstawanie rządu Niemiec, którego wynik w jego przekonaniu „w zasadniczy sposób określi pole manewru V4, w tym Polski i Węgier”. Według niego jest to jednak jednocześnie dobra okazja do tego, by w stosunkach polsko-niemieckich to Warszawa wystąpiła teraz w roli inicjatora.

Przeciąganie się powstania rządu Niemiec jest jednocześnie szansą i zagrożeniem. Szansą, bo dostajemy czas na przemyślenie i wzmocnienie naszych poglądów o przyszłości UE, a jednocześnie zagrożeniem, bo chwilowa nieobecność Niemiec stwarza niektórym nadaktywnym zachodnim politykom okazję do tego, by zawłaszczać myślenie o Europie, próbując je jednostronnie zwrócić w federalistycznym kierunku – powiedział Ugrosdy.

Jak dodał, niektórzy zachodni politycy w otwierającej się w ten sposób przestrzeni politycznej próbują się wyżyć w krytyce skierowanej przeciwko Węgrom i Polsce. W jego ocenie powrót niemieckiego rządu na scenę międzynarodową może osłabić te prowadzące do podziałów dążenia.

Brak silnego przywództwa niemieckiego w instytucjach UE także stwarza pole do ostrzejszej krytyki, co nie sprzyja pokojowemu rozwiązaniu obecnej różnicy zdań. Uważam, że warto, byśmy trwającą przerwę wykorzystali na skuteczniejsze wystąpienie na rzec wspólnej przyszłości europejskiej, w czym bardzo może pomóc mianowanie Morawieckiego, jego przeszłość i doświadczenie - ocenił Ugrosdy.

Dodał, że warto też zwracać większą uwagę na Ukrainę, gdzie „zaczynają się wyłaniać niepokojące dla wszystkich tendencje”.

Także Bartha zawrócił uwagę na kwestię Ukrainy. Jego zdaniem niepokoją pogarszające się dwustronne stosunki Węgier z Ukrainą, które „znacznie osłabiają polską politykę zagraniczną”.

Bartha wyraził też przekonanie, że Polska w tej chwili coraz bardziej izoluje się w UE i brakuje jej potencjalnych sojuszników, co „jest po części klęską polskiej dyplomacji”. Wyjściem z tej sytuacji mógłby być bardziej umiarkowany, a przy tym mocniej osadzony w PiS minister spraw zagranicznych - ocenił.