Hanson - który jest też regularnym felietonistą dziennika „Daily Mail”, gdzie pisze o tajemnicach królewskiego dworu - zaznaczył, że w trakcie przygotowań do ślubu podjęto szereg niestandardowych decyzji, pokazujących luźniejsze podejście pary do królewskich zwyczajów. Po raz pierwszy w historii na zaproszeniu na królewski ślub znalazł się m.in. adres mailowy do potwierdzenia obecności.

Ekspert zwrócił także uwagę na to, że para podjęła decyzję o niezaproszeniu polityków - w tym także brytyjskiej premier Theresy May - co podkreśla mniej formalny charakter wydarzenia.

Hanson dodał jednak, że rezygnacja z tzw. oficjalnej listy zaproszeń może być również związana z tym, że Pałac Kensington i brytyjskie władze chciały uniknąć zamieszania związanego z możliwością przyjazdu amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Żałuję, że nie zaprosili brytyjskiej premier, ale z dyplomatycznego punktu widzenia to zrozumiałe. Jeszcze przed zaręczynami Meghan wyrażała się krytycznie o amerykańskim prezydencie (...) i May poświęciła się dla dobra wszystkich - ocenił.

Jak zaznaczył, ze względu na to, że Harry jest dopiero szósty w linii sukcesji do tronu, nie ma formalnego obowiązku zapraszania polityków ani przedstawicieli państw sojuszniczych.

Komentator zaznaczył także, że Meghan Markle "z pewnością" przeszła przez szczegółowe szkolenie dotyczące zasad postępowania na dworze, w tym hierarchii i zwyczajów. Istnieją setki niuansów protokolarnych, które musi poznać każdy, kto dołącza do rodziny królewskiej. Nie ma żadnej oficjalnej szkoły, która tego uczy, ale doradcy dworu i inne księżne - w tym żona Williama, Kate - które przeszły przez ten proces będą jej pomagali ze szczegółami: włącznie z tym, jak trzymać filiżankę, a nawet jak mieszać herbatę i przed kim trzeba dygnąć - tłumaczył.

Jak dodał, jedną z rzeczy, które warto obserwować jest to, czy Harry i Meghan po ślubie nadal będą sobie okazywać czułość w miejscach publicznych, co jest odejściem od tradycyjnego podejścia.

Widzieliśmy ich wielokrotnie trzymających się za ręce, obejmujących, co jest nietypowe z punktu widzenia protokołu. Wystarczy spojrzeć na królową Elżbietę II i księcia Edynburga Filipa - oni praktycznie nigdy się nie dotykają! To ujawnia emocje, a w Wielkiej Brytanii ich nie okazujemy - chyba, że wobec psów i koni - śmiał się Hanson.