Według sondaży exit poll dla "Irish Times" i telewizji publicznej RTE ponad dwie trzecie - odpowiednio 68 i 69,4 proc. - uczestników irlandzkiego referendum opowiedziało się w piątek za uchyleniem ósmej poprawki do konstytucji zrównującej prawo do życia kobiety i nienarodzonego dziecka, otwierając drogę do liberalizacji jednych z najbardziej restrykcyjnych przepisów w Europie. Liczenie głosów rozpoczęło się w sobotę rano; ogłoszenie rezultatów spodziewane jest po południu.

Komentując głosowanie, centroprawicowy "Irish Independent" podkreślił, że "historyczne referendum" zostało wygrane "przytłaczającą większością" przez zwolenników zmian.

Jak zaznaczono, to "ogromnie istotny moment w historii społecznej" Irlandii, do czego przyłożyła się szczególnie wysoka frekwencja wśród młodszych wyborców. Gazeta wskazała także na wyjątkowo wysokie poparcie dla uchylenia ósmej poprawki do konstytucji w Dublinie - 79 proc. według RTE - oraz przewagę zwolenników zmian we wszystkich częściach kraju, nawet w zwyczajowo konserwatywnych, jak Connacht i Ulster (62 proc.).

"Przez moment w zaciszu kabiny wyborczej wszyscy byliśmy równi (...) i okazało się, że mamy ze sobą więcej wspólnego niż nam się wydawało. Debata w ostatnich tygodniach była momentami wroga, pełna półprawd i jednoznacznych kłamstw. Ale miała również walor edukacyjny: jako naród rozmawialiśmy o seksie; o tym, co jest słuszne i nie; o tym, jak traktowaliśmy kobiety i patrzyliśmy na to, jakiego społeczeństwa chcemy dla przyszłych pokoleń" - napisał komentator "Irish Independent" Kevin Boyle.

Jak dodał, "to historyczny dzień, ale nie ma powodu do triumfalizmu". "Nie możemy zapomnieć, że co trzecia osoba głosowała przeciw zmianom. Jeśli nauczyliśmy się w tej kampanii jednej rzeczy, to tego, że każda aborcja jest zawsze tragedią" - napisał.

Z kolei publicysta Gerard O'Regan zwrócił uwagę na ryzyko, jakie podjęła część konserwatywnych polityków, popierając zmiany w prawie, wskazując m.in. na lidera partii Fianna Fail Micheala Martina, który tłumaczył, że choć jest za ochroną życia poczętego, to "nie jest gotowy na to, by z czystym sumieniem zmuszać kobiety, które otrzymały diagnozę śmiertelnego uszkodzenia płodu, do podróżowania w przyszłości do Liverpoolu" w celu przerwania ciąży.

O'Regan zaznaczył jednak, że pomimo stawianych w toku kampanii trudnych pytań - często dotyczących nienegocjowalnych przekonań moralnych lub religijnych - "zobaczyliśmy, że Irlandczycy są w stanie przeprowadzić ze sobą dojrzałą rozmowę - nawet na tematy, które wzbudzają tak głębokie emocje".

Natomiast centrolewicowy dziennik "The Irish Times" ocenił, że wysokie poparcie dla zmian "wzmocni zdolność rządu do przegłosowania obiecanej legislacji".

Dyrektor sondażowni Ipsos MBRI Kieran O'Leary napisał w komentarzu, że "choć taki wynik (referendum) wydawał się w ostatnich dniach nieunikniony, to poziom poparcia dla uchylenia (ósmej poprawki) wśród różnych grup wyborców będzie zaskoczeniem dla ludzi po obu stronach kampanii".

Z kolei publicystka Miriam Lord oceniła w "The Irish Times", że "Irlandczycy przejęli kontrolę nad kwestią aborcji, zabierając ją z rąk niereprezentatywnego lobby i (...) kleryków, samemu decydując, jak chcą do tego podejść". Jak zaznaczyła, szczególnie zaskakujące jest bardzo wysokie poparcie dla zmian wśród najmłodszych wyborców. Określiła je "dziećmi kobiet, które nie miały prawa wyboru, powracającymi do domu z odległych zakątków i przywożącymi ze sobą dar samodzielnego podejmowania decyzji".

Irlandzkie wydanie eurosceptycznego tabloidu "Daily Mail" zaznaczyło natomiast, że wynik piątkowego głosowania "prawdopodobnie fundamentalnie zmieni reputację Irlandii jako głęboko konserwatywnego kraju zdominowanego przez nauczanie Kościoła katolickiego". Gazeta przypomniała jednocześnie, że do głosowania doszło zaledwie na trzy miesiące przed sierpniową wizytą papieża Franciszka.

Obecnie Irlandia - obok Polski i Malty - ma jedne z najostrzejszych przepisów aborcyjnych w Europie, oparte o wprowadzony w 1983 roku zapis konstytucyjny i ustawę z 2013 r. dopuszczającą przerwanie ciąży jedynie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia kobiety.

Proponowane przez rząd nowe prawo, które zgodnie z zapowiedziami premiera Varadkara ma trafić pod obrady parlamentu jeszcze przed wakacjami, będzie obejmować możliwość przerwania ciąży do 12 tygodni od poczęcia bez podania powodu – po konsultacji z lekarzem, prawo do aborcji do 24 tygodnia w przypadku poważnego zagrożenia życia lub zdrowia kobiety, a także poważnego uszkodzenia płodu, które może doprowadzić do jego śmierci przed narodzinami lub wkrótce po nich, jak również – nieograniczone czasowo prawo do przerwania ciąży w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia kobiety lub śmiertelnego uszkodzenia płodu.

Wynik referendum nie jest bezpośrednio wiążący dla parlamentu, który będzie mieć prawo wprowadzenia poprawek do przygotowanej przez rząd legislacji. Varadkar zapowiadał jednak, że intencją rządu jest wprowadzenie w życie nowych przepisów w proponowanym kształcie jeszcze przed końcem 2018 roku.