"Reaktor nr 2 Równieńskiej Elektrowni Jądrowej został doprowadzony do stanu chłodnego. Promieniowanie i stan ekologiczny w elektrowni oraz na terenach przylegających do niej nie przekracza normy" - głosi oświadczenie służby prasowej Ukraińskiej Narodowej Kompanii Atomowej "Energoatom", które przekazano ukraińskiemu serwisowi ZIK.

Awaria wystąpiła wczoraj, około godziny 12.10. Kompania zapewnia, że nie ma żadnego zagrożenia dla środowiska. Wyciekła "woda w obiegu zamkniętym" i substancje radioaktywne nie wydostały się na zewnątrz systemu.

Nie wiadomo jednak, czemu znów informacja o awarii ujrzała światło dzienne dopiero dobę po wydarzeniu.

"Polska nie otrzymała żadnej informacji z Ukrainy o awarii elektrowni jądrowej czy jakimkolwiek skażeniu" - mówi dziennikowi.pl Andrzej Kowalczyk z Centrum Zdarzeń Radiacyjnych Państwowej Agencji Atomistyki. "Dlatego sądzę, że słowo awaria jest na wyrost. Być może wystąpiła tam jakaś usterka, w takich przypadkach też natychmiast wyłącza się reaktor" - tłumaczy.

Kilka dni temu całą Polskę, ale także i kilka krajów europejskich obiegła plotka o awarii ukraińskiej elektrowni atomowej. Kijów początkowo zaprzeczał. W tym samym czasie uszkodzeniu uległ system chłodzenia reaktora w elektrowni w Krsku na Słowenii. Władze tego kraju natychmiast poinformowały o niebezpieczeństwie.

Komisja Europejska ogłosiła alarm dla całego kontynentu. Na szczęście sytuację opanowano. Dopiero po tym wydarzeniu dzień później Ukraina przyznała, że mieli także u siebie awarię reaktora.

Ukraińska prasa ostrzega, że w Równieńskiej Elektrowni Jądrowej awarie są częste. W maju ponoć były cztery.