Prawdziwi beneficjenci kryzysu
Ludzie zwalniani przez wpadające w kłopoty przedsiębiorstwa szukają pracy w internecie. Z tego korzystają największe światowe serwisy społecznościowe. Na ich czele zaś MySpace.
- Sarkozy rapuje
- Kalifornia bankrutem. Nie ma nawet na sądy
- Miliarder w tanich klapkach
- Straty banków większe niż ujawniono
- Runęła piramida Madoffa. Europa liczy straty
- Bankier powiesił się w luksusowym hotelu
- Merkel nie radzi sobie z kryzysem
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ostatnie miesiące, kiedy to całe narodowe gospodarki znalazły się na krawędzi załamania, przyniosły oszałamiający sukces serwisowi MySpace, a szczególnie tej części portalu, która m.in. publikuje ogłoszenia oraz grupuje ludzi szukających pracy lub chcących ją dać.
Odkąd świat oszalał na punkcie recesji i liczy kolejne spadające wskaźniki ekonomiczne, ruch na stronach MySpace wzrósł trzykrotnie - twierdzi Angela Courtin, wicedyrektorka ds. marketingu, rozrywki i zawartości tego serwisu. Liczba użytkowników tej usługi w MySpace w wieku od 21 do 34 lat wzrosła do ponad 160 tysięcy w samym tylko listopadzie 2008 roku. Jeszcze rok wcześniej była dwa razy mniejsza. Rok temu internauta zaglądający do ofert pracy, poświęcał na ich obejrzenie średnio minutę. Dziś przegląda je znacznie wnikliwiej: przez siedem minut.
Serwisy społecznościowe zyskują na kryzysie w dwójnasób. Nie tylko mają swoje giełdy pracy, ale też zrzeszają znajomych, przyjaciół i dawnych kolegów. A w złych czasach nie ma to jak starzy, dawno nie widziani przyjaciele.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!