Władze Nowego Jorku już wiedzą jak uhonorować bohatera - dostanie złoty klucz do bram miasta i honorowe obywatelstwo Wielkiego Jabłka. Chesley Sullenberg będzie jednak musiał poczekać z odebraniem nagrody - na razie opowiada inspektorom lotniczym o tym, jak musiał wodować wielkiego airbusa. Inni eksperci szykują się do wyciągnięcia samolotu z rzeki, tak, by mogli dokładnie sprawdzić, czy to faktycznie ptaki doprowadziły do wypadku.

W internecie można już znaleźć dziesiątki podziękowań dla Sullenbergera. Na społecznościowym portalu Facebook zebrała się grupa ludzi, którzy nazwali się "fanami Sully Sullenbergera". "Chciałabym kiedyś zostać pasażerką Twego samolotu" - pisze Melanie Wills z Bristolu.

Również pasażerowie samolotu, których Sullenberger uratował, wychwalają go pod niebiosa. "Wyłączył oba silniki i delikatnie posadził samolot na rzece" - opowiada Joe Hart, a Jeff Kolodjay dodaje: "To było piekielnie dobre lądowanie".

Ocaleni pasażerowie mówią zgodnie: "pilot uratował nam życie".

p

"Jeśli chcecie porozmawiać z bohaterem, znajdźcie pilota" - zakończył jeden z uratowanych podniebnych rozbitków.

Burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg twierdzi, że pilot, jak prawdziwy kapitan, zszedł z pokładu samolotu ostatni. Jeszcze dwa razy obszedł maszynę, by sprawdzić, czy wszyscy zdołali uciec z tonącego airbusa. Gubernator stanu mówi, że wodowanie maszyny to prawdziwy cud.

Sam Sullenberger nie czuję sie bohaterem. Tuż po wypadku zadzwonił do swej żony, mówiąc: "Kochanie, miałem drobny wypadek, ale wszystko w porządku". Jednocześnie nowy bohater Ameryki robi wszystko, by uniknąć kamer.

Chesley Sullenberger lata od 30 lat. W latach 70. pilotował wojskowe F4, a od 80. lata cywilnymi maszynami w barwach US Airways. Jest też jednym z najlepszych amerykańskich fachowców ds. bezpieczeństwa lotniczego - jako ekspert wyjaśniał wiele wypadków samolotowych w USA.