Dziennik Gazeta Prawana logo

Wodowanie uratowało pasażerów airbusa

15 stycznia 2009, 22:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pasażerowie samolotu z Nowego Jorku i cała Ameryka chwalą umiejętności pilota Chesleya B. "Sully" Sullenbergera. To on zdecydował, że jedynym ratunkiem z opresji będzie lądowanie na rzece Hudson. Posadził maszynę na wodzie perfekcyjnie. Kadłub nie zatonął i był czas, by wszystkich ewakuować. Pilot sam dwa razy obszedł wrak, by sprawdzić, czy nikt nie został.

Okręty straży przybrzeżnej i promy pasażerskie pomagały rozbitkom z airbusa A320, który tuż po starcie z lotniska w Nowym Jorku wpadł do rzeki Hudson. Na pokładzie było 150 pasażerów i pięciu członków załogi. "Chyba wszyscy przeżyliśmy" - powiedział telewizji CNN jeden z uratowanych, którzy ze skrzydeł tonącej maszyny skakali do lodowatej wody.

Samolot zaczął tracić wysokość po kilku minutach od startu do lotu do Charlotte w Północnej Karolinie. FBI wykluczyło zamach terrorystyczny. Według amerykańskiej agencji FAA, nadzorującej transport lotniczy w USA, pilot tuż po starcie meldował wieży zderzenie z ptakami. Zwierzęta miały uszkodzić silniki samolotu. Świadkowie widzieli, jak samolot wpada w krążące nad miastem stado.

Kontrolerzy lotów skierowali maszynę na lotnisko Teterboro w New Jersey, bo pilot uznał, że nie ma szans, by zawrócić na lotnisko LaGuardia, z którego startował. Pilotom nie udało się jednak dolecieć na wyznaczone miejsce i postanowili wodować airbusa.

"Przygotujcie się na uderzenie" - usłyszeli pasażerowie. Eksperci podkreślają umiejętności załogi, która po mistrzowsku posadziła samolot na wodzie i uniknęła rozbicia na zamieszkanych terenach Nowego Jorku.

"Maszyna nie leciała zbyt szybko. Bardzo wolno uderzyła w taflę wody" - opowiadał telewizji CNN Ben Vonklemperrer, jeden ze świadków wypadku. Samolot nie zatonął. Ludzie zdążyli założyć kamizelki ratunkowe i wyjść na skrzydła.

Na pomoc ruszyły okręty straży przybrzeżnej, łodzie straży pożarnej i policji, a także pasażerskie promy. Rozbitkowie skakali do lodowatych wód rzeki Hudson. Pilot sam dwukrotnie sprawdzał nabierający wodę wrak maszyny i potwierdził, że nikt w nim nie został.

Według burmistrza Nowego Jorku Michaela Bloomberga, nikt poważnie nie ucierpiał. Kilkadziesiąt osób przewieziono na badania, jednak już je wypisano. Stwierdzono przypadki hipotermii, jedna osoba z obsługi ma złamaną nogę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj