"Ja też was kocham" - odpowiedź Obamy na głosy z tłumu wywołała aplauz w Baltimore, gdzie około 40 tys. ludzi w sobotę stało stłoczonych na mrozie.

p

Sceny zbiorowego entuzjazmu powtarzały się na niemal każdym przystanku na trasie, gdzie pociąg zwalniał, by ludzie mogli zobaczyć przyszłego prezydenta. "Czarnoskóry Kennedy", nawiązując do słynnej mowy inauguracyjnej Abrahama Lincolna i zachęcając Amerykanów do odkrywania w sobie samych "dobrych aniołów", ostrzegał jednocześnie, by byli gotowi na rozczarowania, a także jego własne błędy i niepowodzenia.

Nawiązań do historii było w czasie podróży więcej. Obama porównał wyzwania, stojące obecnie przed Ameryką, do tych, przed którymi stali ojcowie-założyciele Stanów Zjednoczonych.

"Oni byli gotowi położyć na szali wszystko, czym byli, i wszystko, co mieli" - powiedział w emocjonalnym przemówieniu Obama i zaapelował o odrzucenie uprzedzeń i ideologicznego zacietrzewienia we wspólnej walce z problemami Ameryki. A według prezydenta-elekta najważniejsze to "chwiejąca się gospodarka, dwie wojny: jedna, którą trzeba skończyć, druga, która musi być mądrze prowadzona, i planeta, na której jest coraz cieplej przez naszą zależność od ropy".

Ale jedno wydarzenie z Abrahamem Lincolnem w roli głównej nie może się powtórzyć. Symbolicznej wyprawie przyszłego prezydenta towarzyszyły bynajmniej nie symboliczne środki ochrony. Nad bezpieczeństwem Obamy czuwali dodatkowi stróże prawa z 40 okręgów, jednostki Straży Przybrzeżnej i ochrona powietrzna.

Jeszcze większe siły mobilizowane są w Waszyngtonie, gdzie w dniu inauguracji 44. prezydenta Stanów Zjednoczonych w obszar nad miastem nie wleci bez zezwolenia żaden samolot. Większość miasta będzie zamknięta dla prywatnych pojazdów.

Bezpieczeństwa pierwszego czarnoskórego prezydenta USA będzie strzec 10 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej, 8 tys. policjantów i 7,5 tys. żołnierzy. Zaś prezydencki Cadillac, którym Obama przejedzie przed 350 tys. widzów, to prawdopodobnie najbezpieczniejszy w tej chwili samochód na świecie.