Dzieci nie muszą cierpieć
Ból dzieci to wciąż lekceważony temat. Dlatego w ramach akcji "Polska bez bólu" DZIENNIK chce także mówić o cierpieniu najmłodszych. Przychodnie nie muszą być bowiem pełne przerażonych i rozpłakanych dzieci czekających na pobranie krwi czy szczepienie. O tym, jak im oszczędzić bólu, DZIENNIK rozmawia z dwiema lekarkami z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
- Urodziła osiemnaste dziecko!
- W szpitalu nie musi boleć
- Jestem w ciąży, tata pije, co robić?
- Szpitale chcą leczyć bez bólu
- Epidemia na oddziale. Noworodki zamknięte
- Nowe "okna życia" uratują noworodki
- Szpital zrobił pedofilów z rodziców
- "Cierpiałam tak, że bolały mnie włosy"
- Państwu opłaca się leczenie migreny
- Chory wie najlepiej, jak bardzo go boli
- Chora na raka popełniła samobójstwo z bólu?
- Leki przeciwbólowe muszą być refundowane
- Gronkowiec zaatakował niemowlęta w szpitalu
- Aż 76 pacjentów popełniło samobójstwo
- To nie szpital zaraził dzieci gronkowcem
- Brytyjscy lekarze zaszczepią polskie dzieci
- Zabiła się, bo nie mogła wytrzymać z bólu
- Dziesięć prawd o bólu
- Kiedy cierpienie rządzi całym życiem
- Pacjenci z bólu odbierali sobie życie
- Ból da się zmierzyć
- NFZ każe cierpieć z bólu
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Dlaczego powinniśmy przejmować się bólem najmniejszych dzieci?
JOANNA SELIGA*: Ból zawsze wpływa negatywnie na człowieka. Udowodniono, że nawet noworodki pamiętają ból. Zauważono, że te, które były na oddziale regularnie poddawane bolesnym
badaniom, po kilku dniach doskonale wiedziały, kiedy zbliża się czas, że znów będą kłute, bo nagle przyspieszało im bicie serca, robiły się niespokojne.
MARIA KORNACKA**: To, jak traktujemy noworodka, procentuje w jego późniejszym życiu. Jeśli jest narażany na częsty i niepotrzebny ból, potem będzie bardziej wrażliwy i mniej odporny na wszelkie bodźce bólowe. Naukowo zostało dowiedzione, że nawet płód odczuwa ból. Dziecko, które przychodzi na świat, ma w pełni wykształcone receptory bólu i czuje go jak dorosły.
Na jaki ból jest narażony zdrowy noworodek?
MK: Jest wiele procedur, które sprawiają ból. Chociażby obowiązkowe szczepienia, domięśniowe podanie witaminy K, pobranie krwi z pięty do badań przesiewowych. Z tego nie można zrezygnować,
ale można zniwelować ból z nimi związany.
JS: Chociażby w przypadku witaminy K, którą wstrzykuje się tuż po narodzinach. W wielu krajach, np. we Francji, jest ona dostępna w formie doustnej.
A szczepienia i kłucie w piętę?
MK: Ból związany ze szczepieniem można wyeliminować, naklejając dziecku godzinę wcześniej plaster ze środkiem przeciwbólowym. Niestety, ten środek nie sprawdza się w przypadku pobrania
krwi z pięty, bo tam boli nie tyle wkłucie, co ucisk igły na tkankę.
Nie można pobrać krwi z ręki?
MK: Pięta to najlepsze miejsce, bo wystarczy jedno ukłucie, aby pobrać wystarczającą ilość krwi. Dzięki temu możemy wcześniej wykryć poważne choroby, które w pierwszych dniach życia nie
dają objawów klinicznych. Są jednak proste sposoby, aby i to przykre doświadczenie zminimalizować. Na noworodka uspokajająco działa obecność matki. Wystarczy położyć go na brzuchu mamy
albo pobrać krew podczas karmienia piersią.
To chyba nie jest powszechne?
MK: Niestety nie. Bardzo często spotykamy się z tym, że dzieci na badania przesiewowe czy szczepienia zabierane są do gabinetów zabiegowych. To zupełnie nieuzasadnione. U zdrowego dziecka
wszystkie konieczne badania powinny być wykonywane przy matce. Czasem pielęgniarki tłumaczą, że mama boi się, że nie chce słyszeć płaczu dziecka. A to tylko kwestia prawidłowego
wytłumaczenia matce, o co chodzi.
JS: Do wyjątków należą przypadki, kiedy matka nie chce być przy badaniu dziecka. Powinniśmy pozwalać rodzicom być nawet przy poważniejszych zabiegach, jak np. zaintubowanie noworodka, żeby wspomóc jego oddychanie.
MK: Tylko, żeby wytłumaczyć matce, jak ważna jest jej obecność, trzeba znaleźć czas, dostosować przekazywane jej informacje do jej poziomu i stanu psychicznego po porodzie. Niestety nikt na studiach nie uczy, jak to robić. Poza tym, wielu lekarzy boi się patrzenia im na ręce. A obecność bliskiej osoby nie tylko korzystnie wpływa na dziecko, ale i samemu rodzicowi pozwala lepiej zrozumieć działania lekarzy.
JS: W dodatku na oddziale noworodków wiele badań można wcześniej zaplanować, a więc i odpowiednio wcześnie znieczulić miejsce wkłucia.
Ale w Polsce krem znieczulający nie jest w Urzędzie Rejestracji Leków zarejestrowany dla noworodków.
MK: Ale my i tak go stosujemy. Nie widzę powodu, by tego nie robić, skoro te środki działają.
Krem znieczulający, nawet gdy jest dopuszczony, i tak nie jest refundowany. To duży problem?
MK: Oczywiście. Wszelkie procedury noworodkowe NFZ wycenił skandalicznie nisko, więc szpitale, które mają kłopoty finansowe, nie bawią się w kupowanie kremu. Niektóre proszą o to rodziców,
ale tak nie powinno być. Znieczulanie kremem przy ukłuciach powinno być standardem jak w innych krajach. I nie przekonują mnie tłumaczenia, że są ważniejsze potrzeby. Noworodki to szczególna
grupa. Powtórzę: tak jak je traktujemy, zaprocentuje w całym ich życiu.
Czy wykonuje się jakieś przykre badania, które można dziecku oszczędzić?
MK: Np. odśluzowywanie noworodka, podczas którego trzeba założyć cewnik do żołądka lub krtani. Jest to bardzo nieprzyjemne i rzeczywiście staramy się to robić w ostateczności. Przyznam,
że rzeczywiście wiele badań wykonuje się mechanicznie, bez zastanowienia.
W Szwecji wszelkie badania dzieci związane np. z pobraniem krwi z żyły, mogą wykonywać tylko lekarze. To dobre rozwiązanie?
JS: W Polsce jest to nierealne, bo mamy nie tylko inną organizację pracy na oddziałach, ale jest mniej lekarzy. Niemniej jednak każdy lekarz powinien od czasu do czasu uczestniczyć w robieniu
badań wymagających wkłucia. Wtedy każda decyzja o zleceniu kolejnych badań jest bardziej przemyślana.
Czy Polska jest daleko za innymi krajami Europy, jeśli chodzi o dbałość, by noworodki jak najmniej cierpiały?
MK: Nie tak bardzo, wiele rzeczy się zmienia. My również tak jak w wielu krajach Europy stosujemy metody, które pozwalają zniwelować wiele niekorzystnych sytuacji, na jakie jest narażony noworodek, szczególnie na oddziale intensywnej terapii. Na przykład w szpitalu w Brukseli, żeby nie niepokoić wcześniaka leżącego w inkubatorze, szuflady z jego rzeczami otwierają się tylko na zewnątrz sali. My zaś stosujemy przykrywanie inkubatorów kołderką. To niby drobiazg, ale bardzo ważny.
JS: Kiedy byłam w szpitalu w Madrycie, na oddziale patologii noworodka, gdzie w inkubatorach leżały najmniejsze dzieci, mówiło się tam tylko szeptem. Bo dla takiego maleństwa przykre są nawet takie doznania jak ostre światło czy hałas.
MK: To są jeszcze w Polsce nowe rzeczy i nie zawsze możliwe do zrealizowania, szczególnie w szpitalach, gdzie jest bardzo dużo dzieci. Trzeba by o tym pomyśleć już podczas planowania budowy szpitali. To, jak się u nas traktuje noworodki, wynika nie tylko z chęci czy nastawienia lekarzy. Częściej brakuje właściwego sprzętu i pieniędzy.
*Joanna Seliga, robi specjalizację z neonatologii, pracuje w Klinice Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w warszawskim Szpitalu Klinicznym im. ks. Anny Mazowieckiej
**Prof. Maria Kornacka, pediatra i neonatolog, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!