MAGDALENA JANCZEWSKA: Wasi dziadkowie, kiedy mieli dwadzieścia lat, walczyli o wolność, rodzice wygrali z komuną, mieli ideały. Pana pokoleniu wystarcza święty spokój, po pracy chcecie siedzieć w kapciach z rodziną...

NORBERT WÓJCIK*: To, że przyszło nam żyć w czasach pokoju i wolności wypracowanej przez kogoś innego, wcale nie oznacza, że chcemy osiąść na laurach. Patriotyzm to nie tylko machanie szabelką i walka z okupantem. Prawdziwą próbą są czasy pokoju. Wiem, że może brzmi to z boku jakoś nudno, ale nasi rodzice wywalczyli nam wolną Polskę, a my sprawimy, że będzie ona lepsza. Mając rodzinę, nie będę siedział w domu w kapciach przed telewizorem. Będę realizował swoje pasje i po prostu będę szczęśliwy.

A jakie pan ma pasje?

Interesują mnie sporty ekstremalne.

Ma pan jakieś ideały, autorytety?

Nic mi teraz nie przychodzi do głowy. Może rzecznik miasta, bo tak samo jak ja zaczynał w samorządzie i udało mu się coś osiągnąć.

Z badań wynika, że jesteście bardzo ambitni, 70 proc. pana rówieśników chce mieć wyższe wykształcenie

Pochodzę z małego miasteczka, gdy popatrzę na moich kolegów z podstawówki, to widzę, że ich losy potoczyły się bardzo różnie. Jedna trzecia już zakończyła edukację, to fachowcy, murarze, mechanicy. Część studiuje zaocznie i pracuje, jak na przykład mój znajomy w drukarni. Pracę mają nawet tacy jak ja, którzy studiują dziennie i są nadal na garnuszku rodziców. Nie jesteśmy obibokami. Znamy wartość pieniądza i cenimy niezależność, którą dają. Do tej pory pamiętam, jak mając 16 lat, dorabiałem jako pomocnik magazyniera i dostałem pierwszą wypłatę. Kupiłem gramofon i kółka do rolek. Cudowne uczucie.

Czym będzie się pan zajmował po studiach?

Jestem człowiekiem, który nie myśli o swoim życiu z takim wyprzedzeniem. Wszystko zależy od tego, co mnie zaciekawi i zainspiruje. Poza tym rynek pracy stale się zmienia, na pewno trzeba będzie dostosowywać się do nowych realiów. Wziąłem już udział w masie szkoleń, choćby z zarządzania projektem sponsoringowym i czasem, z motywacji, autoprezentacji, wystąpień publicznych... Organizowałem także na uczelni warsztaty z okazji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości. Wtedy właśnie pomyślałem sobie: a może tak, Norbert, po studiach założysz własną firmę?

Jaką?

Jeszcze nie wiem, ale nie boję się bezrobocia. Jeśli nikt mnie nie zatrudni, to sam sobie stworzę miejsce pracy.

Czyli ewentualne życie na koszt państwa na pewno nie wchodzi w rachubę?

Tylko w przypadku, gdyby to było stanowisko w spółce państwowej. Wyjazd za granicę? Tak, ale tylko, żeby pozwiedzać.

*Norbert Wójcik ma 19 lat, jest studentem I roku administracji na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie