SYLWIA CZUBKOWSKA: Wreszcie doczeka się pan swojej filmowej biografii. Jak podoba się panu ten pomysł?
LECH WAŁĘSA: Wiele już było propozycji sfilmowania mojego życia. Na razie nikomu się to nie udało. Może wyjdzie Wajdzie. A jest co filmować, bo moje życie od samych narodzin podczas wojny, do dziś było naprawdę ciekawe. Wajda już ze mną trochę na ten temat rozmawiał. On świetnie czuje polską historię, więc mogę być spokojny, że jego film będzie naprawdę dobry. To oznacza, że nie tylko oddający prawdę ale także ciekawy.

Myśli pan, że film o panu zainteresuje widzów?
To jest kwestia tego, czy dzisiejszych dwudziestolatków jeszcze interesuje historia. Mam nadzieję, że tak i że z naszych doświadczeń będą chcieli czerpać wiedzę o tym, jaki jest świat i dlaczego jest taki, a nie inny.

Kto mógłby pana zagrać?
Kiedyś próbował De Niro. Niestety, nie udało mu się. W Polsce jest za to wielu podobnych do mnie aktorów: wąsatych i brzuchatych. Będzie w czym wybierać.

Ale i pan ma spore doświadczenie filmowe. Już pan wystąpił w kilkunastu produkcjach, nawet w filmie o Michaelu Jacskonie.
To były głównie dokumenty, w których po prostu byłem sobą, a w teledysku pana Jacksona tylko wykorzystano zdjęcia ze mną. Nigdy się z nim nie spotkałem, zresztą może to i dobrze.

Prace nad filmem Wajdy mają się rozpocząć jeszcze w tym roku. Może udałoby się go skończyć na pana 70. urodziny, w 2013 r.?
To byłby naprawdę niezły prezent. Wielu chciałoby być sfilmowanym przez mistrza Wajdę, a co dopiero ja.