Niedziela, godz. 15.30, Warszawa, sala odczytowa dawnego Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Państwo młodzi wchodzą do pokoju wypełnionego światłem dziesiątek świec i muzyką skrzypiec. Ona zamiast tradycyjnej białej sukni ubrana w zieloną sukienkę. Spięte włosy, bez welonu. On ma na sobie garnitur, ale trudno go nazwać ślubnym. Oboje mają po 23 lata, są absolwentami psychologii. Podchodzą do dwojga mistrzów ceremoniału: Jane Bechtel ze Szkockiego Towarzystwa Humanistycznego oraz Krzysztofa Tanewskiego z Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. To nie przypadek, że uroczystość poprowadzą mężczyzna i kobieta. "W ten sposób chcemy oddać szacunek równouprawnieniu płci i wskazać na jego wagę w małżeństwie i w życiu społecznym" - wyjaśnia Tanewski, a Bechtel dodaje: "Nikt nie może dyktować ludziom, co mają sobie i przed kim przyrzekać".

Po przemówieniach przyjaciele młodych czytają fragmenty literackie. Wybrali je Monika i Miłosz. Ona postanowiła opowiedzieć o lubym słowami "Kociej kołyski" Kurta Vonneguta, on o niej "Mszą wędrującego" Edwarda Stachury. Następnie wypowiadają do siebie słowa przysięgi, którą wspólnie ułożyli: "Obiecuję ci, że będziesz mógł/mogła dzielić się ze mną swoimi myślami, materiałem genetycznym, zasobami. Będziesz mógł/mogła złościć się na mnie, kiedy to konieczne, i robić mi kawę, i piec ciasto" - obiecywali sobie, nakładając na palce tradycyjne już obrączki.

Uroczystość kończy Jane Bechtel, wręczając młodym tzw. quelcha - tradycyjną maleńką celtycką miseczkę. Po półtorej godziny jest już po wszystkim. Pierwszy w Polsce ślub humanistyczny to inicjatywa Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Organizacja istnieje od ubiegłego roku. Promuje kult rozumu, życia twórczego i etycznego. "Od dawna myśleliśmy o przeniesieniu popularnej w innych krajach ceremonii ślubu humanistycznego do Polski" - mówi Mariusz Agnosiewicz, założyciel i prezes PSR. "W Wielkiej Brytanii, Holandii, Norwegii, Australii czy USA staje się ona coraz bardziej powszechna. W naszym kraju ma także duże szanse, aby stać się nie tylko incydentem, ale zjawiskiem społecznym".

"Według mnie taki ślub nie ma sensu" - mówi ks. prof. Marcin Machinek, teolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. "Rozumiem, że ma on być pewną proklamacją laickości, protestem przeciw religii i pewną manifestacją anarchii: wolności ponad wszystko. Zastanawiam się jednak, kim są ludzie, którzy protestują przeciw wierności i nierozerwalności małżeństwa. Czyż to nie ci po prostu, którzy nie chcą, by małżeństwo miało charakter dozgonny? Ks. Machinek we wprowadzaniu takich świeckich ceremonii widzi odbicie nowego fenomenu, który rozkwita na Zachodzie - walczącego racjonalizmu".

"Ludzie potrzebują rytuałów, ale niektórzy czują się poniżeni tym, że muszą oświadczać swój związek przed państwem, a ci, którzy nie wierzą, nie chcą go celebrować w kościele" - twierdzi z kolei filozof i etyk Jan Hartman z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Śluby humanistyczne to dla mnie znak wolności. W końcu ceremonie, obrządki chrześcijańskie też kiedyś wymyślono i wówczas też wydawały się one ekscentryczne.

Z kolei socjolog dr Wojciech Pawlik z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego widzi w dalekiej przyszłości miejsce dla ceremonii humanistycznych w Polsce. "To nie stanie się za chwilę, ale z czasem, kiedy będzie maleć w naszym kraju rola Kościoła" - mówi. "A że będzie maleć, wskazuje na to kierunek, w jakim ewoluują kraje zachodnie".

Jak to się robi za granicą?

Śluby humanistyczne są prawnie uznawane w sześciu krajach na świecie: Australii, Nowej Zelandii, Kanadzie, Norwegii, Szkocji i w części stanów USA. Mają taką samą moc prawną jak śluby cywilne i kościelne, pod warunkiem jednak, że przeprowadza je celebrant towarzystwa humanistycznego oficjalnie zarejestrowany w urzędzie stanu cywilnego.

Każdy z humanistycznych ślubów jest ceremonią wyjątkowo osobistą. Pary samodzielnie piszą słowa przysięgi. Sami wybierają miejsce, czas i muzykę, która będzie towarzyszyć uroczystości.

Śluby humanistyczne są za granicą szczególnie popularne wśród homoseksualistów (nie są one jednak wówczas uznawane jako wiążące wobec prawa).

Towarzystwa Racjonalistów na świecie organizują oprócz ślubów także pogrzeby oraz "celebracje urodzin", czyli odpowiedniki chrześcijańskich chrzcin.