Początki współpracy profesora Piotra Kruszyńskiego z SB sięgają 1968 roku. Wtedy to - jak twierdzą autorzy książki o Lechu Wałęsie - stał się kandydatem na agenta wywiadu wojskowego. Nie zwerbowano go, bo miała mu zaszkodzić opinia kolegów z Agenturalnego Wywiadu Wojskowego.

Bezpieka przypominała sobie o Kruszyńskim kilka lat później - twierdzą historycy Instytutu Pamięci Narodowej. Jako kontakt operacyjny, a potem jako tajnego współpracownika o pseudonimie Piotr zarejestrował go PRL-owski kontrwywiad. Oficerowie zrezygnowali z niego dopiero w 1989 roku. W styczniu 1990 roku jego akta zniszczono - czytamy w książce Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza.

"To stek bzdur" - krótko odpowiada mecenas Piotr Kruszyński, prawnik znany między innymi z obrony Zyty Gilowskiej w procesie lustracyjnym oraz żołnierza oskarżonego o ludobójstwo w Afganistanie. "Jacyś faceci chcieli mnie wciągnąć do wywiadu, ale odmówiłem" - stwierdza i dodaje, że nikt nigdy nie zakwestionował jego oświadczenia lustracyjnego, w którym napisał, że nie był agentem.