Ukradł samochód szefowi... z miłości
"Ukradłem samochód, bo kocham moją dziewczynę" - usłyszeli osłupiali policjanci z Nowogardu, gdy złapali Andrzeja K. Nie miał on czym dojechać do ukochanej, dlatego zabrał auto pracodawcy. Ale wątpliwy Romeo miał pecha. Bo nie dość, że grozi mu kara, to dziewczyna odrzuciła jego miłość.
- Ukradli tysiąc aut i sprzedali je na części
- Ukradli mu jacht… którego nie było
- Tragiczny finał ucieczki złodziei benzyny
- Opisz swoją historię miłosną
- Policjant zatrzymał złodzieja swego auta
- Złodziej uciekał przez trzy województwa
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zaczęło się zwyczajnie. Na policję w Nowogardzie (zachodniopomorskie) zadzwonił właściciel miejscowej stolarni i poinformował o włamaniu i kradzieży auta. Okazało się, że samochód ukradł pracownik stolarni. Jak zeznał potem policjantom, powodem kradzieży była miłość. "Musiałem jakoś dojechać do dziewczyny, która mieszka kilka kilometrów od Nowogardu" - mówił z rozbrajającą szczerością.
Kradzież była prosta, bo Andrzej K. pracował jako stróż w stolarni. Postanowił więc, że zabierze auto na kilka godzin, a potem naprawi szkody i odstawi je na miejsce. Jak pomyślał, tak zrobił. Jednak miał pecha, bo właściciel przyjechał do stolarni w nocy. Zdenerwowany od razu zadzwonił do stróża, który przyznał się do kradzieży.
Kiedy policjanci zajechali pod dom ukochanej mężczyzny, zastali go zupełnie pijanego. "Musiałem wypić kilka piw i pół litra wódki, bo ona powiedziała, że nie chce już ze mną być" - oświadczył.
Po wytrzeźwieniu Andrzej K. usłyszał zarzut włamania do stolarni i kradzieży samochodu. Może trafić do więzienia nawet na 10 lat.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!