Recesja na Wyspach najmocniej uderzyła w rolnictwo i przetwórstwo spożywcze. A tam z kolei pracuje aż 72 tysiące imigrantów, z czego ponad połowę stanowią Polacy. Spadająca wartość funta i brak podwyżek sprawiają, że brytyjskie farmy zaczynają świecić pustkami.

"To, co się teraz dzieje w brytyjskim rolnictwie, to efekt oparcia produkcji na sezonowych imigrantach. Wszystko było dobrze, dopóki nie przyszedł kryzys. Nagle Polacy doszli do wniosku, że taka praca w przeliczeniu na złotówki przestaje się im opłacać, a lepszej w ogarniętej recesją Wielkiej Brytanii nie znajdą. Pakują się więc i jadą do Holandii, Belgii i Skandynawii, gdzie rynek trzyma się lepiej i gdzie można więcej zarobić. Część z nich wraca do Polski. A brytyjscy rolnicy zostali z nierozwiązanym problemem" - mówi DZIENNIKOWI Przemysław Ćwik z dwutygodnika "Praca i życie za granicą".

Kłopoty brytyjskich rolników pokazuje najnowszy raport ekspertów ze stowarzyszenia samorządowców Local Government Association. Potwierdza on między innymi fakt, że coraz więcej Polaków porzuca pracę na farmach oraz w przetwórstwie spożywczym. Eksperci z LGA alarmują, że w ślad za naszymi rodakami wkrótce pójdą obywatele innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Z raportu wynika, że w tym roku pracę w tych sektorach porzuci 15 tysięcy Polaków.

Autorzy raportu zwrócili się do brytyjskich władz samorządowych z prośbą o zgłaszanie zwiększonych wyjazdów Polaków i innych imigrantów zarobkowych. "Większość rolników już teraz mówi o ogromnych stratach finansowych, nie mają kogo zatrudniać. Jeśli sezonowi robotnicy nadal będą wyjeżdżać, to skończy się na poważnym wzroście cen żywności" - mówi Margaret Eaton, prezes zarządu Local Government Association.