SŁAWOMIR CICHY: Pojawiła się szansa na uzyskanie odszkodowania od Skarbu Państwa za śmierć państwa bliskich. Złożyliście stosowne dokumenty w sądzie albo kancelarii prawnej?
URSZULA i HELMUT SOPA*: Nie. I nie zamierzamy tego robić. Chcemy tylko zapomnieć o tym, co się stało trzy lata temu. Straciliśmy pod gruzami hali troje bliskich: córkę, zięcia i wnuczka.

Większość osób jednak składa pozwy.
My straciliśmy na kompletowanie papierów półtora roku. Zadawano nam tysiące pytań. Mieliśmy wyliczyć straty. Jak to zrobić? Jak wycenić śmierć dzieci i wnuczka? Jak wycenić ogrom tragedii, która nas dotknęła? Przecież pozostałemu przy życiu drugiemu wnukowi musieliśmy po stracie rodzicow na nowo zorganizować życie i dom. Nie chcemy jeszcze raz przechodzić procedury sądowej.

Będą mieli rentę dopóki chodzą do szkoły. A co potem?
Damy sobie radę. Nie chcemy usłyszeć w sądzie tego co jedna z wdów, że jej sytuacja materialna po zawaleniu się hali i śmierci męża się polepszyła i odszkodowanie jej się nie należy. Sędzia wyliczyła jej dochody po uwzględnieniu renty i wyszło, że w sumie ma o 600 zł więcej niż wtedy, kiedy mąż żył.

Będziecie Państwo w środę w Chorzowie przy obelisku upamiętniającycm ofiary katastrofy?
Nie. My przeżywamy codziennie to wydarzenie. Spotkamy się z innymi rodzinami - tu na miejscu, w Nowej Wsi. Sąsiedzi stracili pięciu członków rodziny. Ale cieszę się, że choć od tragedii minęły trzy lata, to przynajmniej dziennikarze nie zapomnieli o rocznicy.

*Urszula i Helmut Sopa mieszkają w Nowej Wsi pod Opolem. Z katastrofy ocalał tylko ich ośmioletni wnuczek Marek. Jego rodzicom i bratu nie udało się pomóc. Zginęli na miejscu.