Ocenił, że praca ekspertów z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji, którzy analizowali rozmowy z kokpitu Tu-154M, była bardzo owocna. "Udało się z tych zapisów uzyskać znacznie więcej, m.in. dzięki tej transkrypcji nabraliśmy pewności o wydaniu komendy o +odejściu+. To jest kluczowa sprawa do zdefiniowania czynności załogi w kabinie. Była to bardzo cenna praca i pomoc, ponieważ pierwsze wersje tych stenogramów były nie do końca precyzyjne. Może to po prostu wynikać z tego, że robili to Rosjanie, którzy mieli może większe kłopoty z odczytaniem polskich rozmów w kokpicie" - powiedział.

Zaznaczył, że stenogramy z rozmów w kokpicie są zawarte w raporcie. "Utwierdziły nas w tym, że tam naprawdę nie było żadnej próby wywarcia jakiegokolwiek nacisku na załogę. Cały proces podejmowania decyzji, wykonywania ostatniej fazy lotu i obecności generała w kabinie, nie wskazują na to, by jakakolwiek próba bezpośredniego wpływu była" - powiedział Łojek.

Jak dodał, wizyta dyrektora protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany w kokpicie spowodowana była tym, że wcześniej informacje o złej pogodzie otrzymała szefowa pokładu. "Ona prawdopodobnie przekazała te informacje dyrektorowi protokołu. Stąd wizyta dyrektora, który prawdopodobnie chciał się zorientować w sytuacji" - powiedział Łojek.

Na pytanie, czy raport zostanie formalnie przekazany stronie rosyjskiej Łojek odparł, że w ramach prac komisji nigdy się nad tym nie zastanawiano. "To jest proces na szczeblu dyplomacji i stosunków międzynarodowych. Myślę, że jeśli tylko Rosjanie zechcą ten dokument wykorzystać do oceny swoich działań czy wprowadzenia jakiś zmian, to nic nie stoi na przeszkodzie. My na pewno tego dokumentu w żaden sposób nie będziemy przed nimi ukrywać" - powiedział Łojek.