Od początku tego roku rejestr produktów niebezpiecznych prowadzony przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poszerzył się o 22 pozycje. A w całym ubiegłym roku do listy dopisane zostały tylko 24 produkty. Razem jest ich już prawie 200.

Lista nie tylko się wydłuża, lecz także zmienia pod kątem rodzaju produktów, jakie na nią trafiają. O ile kilka lat temu dominowały zabawki, odzież dziecięca i meble, o tyle dziś coraz więcej jest wyrobów kosmetycznych i dekoracyjnych. Oprócz nich do rejestru trafiły drabiny, zapalniczki żarowe w kształcie pistoletu, spinki do włosów dla dzieci z napisem „Mickey” i spodnie dżinsowe dziewczęce Babyli.

Cieszy za to fakt, że powiadomienia o wadliwych towarach coraz częściej składają sami przedsiębiorcy. W 2011 r. złożyli oni 123 dobrowolne powiadomienia o niebezpiecznych produktach do UOKiK – o 41 więcej niż w 2010 r. W tej kategorii niezmiennie króluje branża motoryzacyjna. Znacznie mniej „donosów” składają sami na siebie producenci artykułów dziecięcych i sprzętu elektrycznego.

Przedsiębiorcy, którzy sami powiadomili urząd, są jeszcze zobowiązani podjąć działania zmierzające do usunięcia zagrożenia. W branży motoryzacyjnej popularne są akcje przywoławcze do serwisu. Patrząc na marki, które ostatnio je zrobiły, można jednoznacznie stwierdzić, że buble zdarzają się nawet najlepszym. Wiosną tego roku BMW akcją naprawczą objęło 4,2 tys. samochodów serii 5 (Sedan i Kombi) oraz serii 6, w których nie można było wykluczyć pożaru w bagażniku.

W innych branżach producenci na ogół powiadamiają klientów o niebezpiecznym produkcie za pośrednictwem stron internetowych. Jeżeli nie są w stanie ich naprawić, muszą je odkupić – po takiej cenie, za jaką klient je kupił, bez względu na stopień zużycia. Jeśli nabywca ma dowód zakupu, może wystąpić z takim żądaniem do sprzedawcy, jeśli nie – bezpośrednio do producenta.