Sprawa matki aresztowanej w Opolu za nie spłacenie grzywny wywołała wiele poruszenia wśród polityków ale głównie wśród dłużników. Ściągalność grzywien w opolskim sądzie wzrosła na skutek tego incydentu dziesięciokrotnie. 

Setki osób dzwonią, by dowiedzieć się, jak to załatwić, by nie trafić do więzienia - powiedział "Rzeczpospolitej" Hubert Frankowski, wiceprezes Sądu Rejonowego w Opolu. Musieliśmy z tego powodu założyć w sądzie dodatkowy telefon - dodaje.

Sędziowie podkreślają, że to politycy zaostrzając przepisy, wykluczyli możliwość zawieszania kar więzienia za niezapłacenie nawet najdrobniejszej grzywny.

Nocne najście samotnej matki, która winna była Urzędowi Skarbowemu 2250 zł, i oddanie jej dzieci pod opiekę rodziny zastępczej zbulwersowało opinię publiczną. W efekcie tego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Ministerstwo Sprawiedliwości zarządziły kontrole. Pierwsza z nich nie wykazała nieprawidłowości. Ministerstwo Sprawiedliwości chce wyjaśnień m.in. związanych z dostarczeniem korespondencji. Joanna W. twierdzi, że nie wiedziała o zamianie grzywny na 25 dni więzienia. Nieobecność kobiety na rozprawie nie pozwoliła na zarządzenie zastępczej kary w postaci prac społecznych. Choć w aktach widnieją podpisane przez nią poświadczenia odbioru wezwania.

Według ustaleń gazety Joanna W. formalnie jest wciąż mężatką, a Urząd Kontroli Skarbowej ukarał ją nie za błąd na fakturze jak dotychczas twierdzono, a za nierzetelne prowadzenie księgowości, gdy kierowała kwiaciarnią.