5 marca Adam Bielecki, Artur Małek, Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski jako pierwsi ludzie na świecie stanęli zimą na szczycie Broad Peak w Karakorum. Sukces przyćmiła wiadomość, że Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski nie wrócili do obozu. Zostali uznani za zmarłych.

Brat Macieja Berbeki, Jacek, powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że przyczyną śmierci himalaistów było pozostawienie ich bez pomocy i załamanie psychiczne. Zdaniem Jacka Berbeki, największym błędem podczas wyprawy był brak współpracy i pomocy przy schodzeniu ze szczytu. - Chłopcy załamali się psychicznie dlatego, że zostali sami - powiedział Berbeka. - Chodzi o to, żeby nie zostawiać samych osób, które mają jakieś problemy - podkreślił brat himalaisty.

Dodał, że razem z ratownikami górskimi analizował rozmowy, prowadzone przez radiotelefon między Tomaszem Kowalskim, Maciejem Berbeką i kierownikiem wyprawy, Krzysztofem Wielickim. - Dochodzimy do wniosku, że himalaiści nie byli w złej formie fizycznej nawet w ostatnich momentach - powiedział Jacek Berbeka. - Na pewno nie byli w złej formie po zdobyciu szczytu. Jeżeli prosili, żeby poczekać pięć minut, żeby razem schodzić, a nie udało się tego uzyskać, to załamali się psychicznie, że zostali sami - dodał brat zmarłego himalaisty.

Wcześniej na szczyt weszli Adam Bielecki i Artur Małek. W bazie pozostawali również Pakistańczycy wspierający wyprawę. Zdaniem Jacka Berbeki, mogli oni pomóc słabszym kolegom i nie wymagałoby to od nich wielkiego wysiłku. - Nieraz wystarczy, żeby pomóc tym osobom zejść trochę poniżej 8 tysięcy metrów i już organizm zupełnie inaczej funkcjonuje - powiedział Jacek Berbeka. 

Himalaista Adam Bielecki jest krytykowany za to, że nie pomógł partnerom przy zejściu. W rozmowie z IAR powiedział, że kluczowymi momentami wyprawy były chwila postoju i podchodzenie na przedwierzchołek Broad Peak. - Świadomie przekroczyliśmy pewną granicę i góra wciągnęła nas w swego rodzaju pułapkę - powiedział Bielecki. - Była piękna pogoda, wydawało się, że czujemy się wszyscy dobrze - relacjonował. Himalaista dodał, że na przedwierzchołku wszyscy się rozdzielili i każdy swoim tempem podążył w kierunku szczytu. - Ani ja, ani chłopcy nie oczekiwaliśmy, że ktoś będzie czekał - powiedział Bielecki.

Himalaista nie zgodził się z zarzutami o braku tak zwanego braterstwa liny. Podkreślił, że na grani szczytowej był związany liną z Arturem Małkiem. Bielecki dodał, że podczas zejścia ze szczytu panowała temperatura minus 40 stopni. - Zimą w Karakorum możemy robić tylko dwie rzeczy: albo iść do góry, albo iść na dół - powiedział himalaista. - Nie jesteśmy w stanie się zatrzymać. Jakiekolwiek fizyczne, praktyczne możliwości pomocy są poniekąd wykluczone - wyjaśniał.

Wokół śmierci Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego nie słabną emocje i rzucane są wzajemne oskarżenia. Krytyka skupia się na Programie Polski Himalaizm Zimowy, w ramach którego zorganizowano wyprawę na Broad Peak. Polski Związek Alpinizmu powołał specjalną komisję, która ma wyjaśnić przyczyny śmierci himalaistów. Pojutrze do Pakistanu wyruszy wyprawa, kierowana przez Jacka Berbekę, której celem będzie odszukanie i godne pochowanie ich ciał.