Falę komentarzy wywołały słowa Władysława Bartoszewskiego, wypowiedziane w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Były powstaniec i więzień Auschwitz stwierdził, że po raz pierwszy zastanawia się nad tym, czy pójść 1 sierpnia o "Godzinie W" na Powązki pod pomnik Gloria Victis. Teraz przyznał, że zdecydował się jednak wziąć udział w uroczystościach. Nie zmienił jednak zdania na temat grupy osób, które od kilku lat zakłócają przebieg obchodów buczeniem i gwizdami - wciąż określa ich mianem "motłochu".

Jak przyznał, w chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miał 22 lata. A dziś, jako 91-letni człowiek, rozumie coraz mniej. - Wydawało mi się, że wykluczone jest, aby groby powstańcze, groby żołnierzy, aleje zasłużonych mogły być widownią jakichkolwiek manifestacji politycznych. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, by spojrzeć na groby moich kolegów powstańców z punktu widzenia tego, jak oni by głosowali w wyborach do parlamentu, albo jakie poglądy wyznawaliby w sprawach społecznych, gospodarczych, ubezpieczeniowych. Przecież tak się dzieje. To nonsens - powiedział w TVP Info prof. Władysław Bartoszewski.

Zwrócił uwagę, że wśród buczących i gwiżdżących są ludzie stosunkowo młodzi. - Nie widzę wśród nich ludzi w wieku powyżej 50 lat, którzy mieliby jakikolwiek stosunek do tamtych wydarzeń z perspektywy własnych doświadczeń. Widzę ludzi, którzy na sygnał buczą. To bolesne - stwierdził Bartoszewski.

 Tymczasem na Twitterze pojawiła się inicjatywa, by podczas uroczystości pod pomnikiem Gloria Victis "motłoch" odwrócił się tyłem do Bartoszewskiego.