Jeszcze przed "Godziną W" uroczystości odbyły się w parku im. gen. Gustawa Orlicz-Dreszera na Mokotowie. Tam kwiaty składano przy pomniku Mokotów Walczy 1944. O bohaterstwie walczących w tej dzielnicy mówił do zgromadzonych Wojciech Milic, prezes Środowiska Żołnierzy Pułku AK "Baszta".

Ale na uroczystości, poza weteranami, władzami dzielnicy czy warszawiakami, pojawili się również politycy. Był Jarosław Gowin z PO, Ludwik Dorn z Solidarnej Polski czy Artur Górski z PiS. Ich obecność nie spodobała się zgromadzonym, ktoś stwierdził: To impreza powstańców, a nie polityków. Gdy wyczytane zostało nazwisko byłego ministra sprawiedliwości, rozległo się buczenie. - Znalazł się pierwszy powstaniec - skomentował ktoś z grupy osób głośno wyrażającej swoją dezaprobatę. Organizatorzy próbowali uciszyć buczących, ale bezskutecznie.

Inny incydent, do którego doszło na Powązkach, opisuje "Gazeta Wyborcza". Tam wzburzenie jednej z odwiedzających nekropolię kobiet wywołała obecność Antoniego Macierewicza. - Co pan tu robi? Pan nie jest powstańcem - miał usłyszeć poseł PiS. W jego obronie stanęły inne kobiety, które miały zwrócić się do oburzonej obecnością Macierewicza: Suka, jędza! To żadna Polka!

Wczoraj w Warszawie, ale także w wielu innych miejscach w Polsce oddano hołd powstańcom warszawskim. O godzinie 17 w całym województwie mazowieckim zawyły syreny, a ruch na ulicach stolicy na minutę zamarł.