Glenn Joergensen to według mediów sprzyjających teorii o zamachu w Smoleńsku "odważny duński uczony", "ekspert", "inżynier", "członek Duńskiego Stowarzyszenia Inżynierów" oraz "naukowiec z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego". Rzeczywiście, jego twierdzenia są odważne. Joergensen na konferencji zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza przekonywał, że 10 kwietnia 2010 roku rządowy tupolew z parą prezydencką i polską delegacją na pokładzie nie uderzył w Smoleńsku skrzydłem w brzozę. Co więcej, zdaniem Duńczyka nie uderzył w nią w ogóle, tylko nad nią przeleciał. Tym samym Glenn Joergensen wpisuje się w narrację prezentowaną przez Antoniego Macierewicza o zamachu smoleńskim. Do tego jako międzynarodowy ekspert zaangażowany w wyjaśnianie tragedii smoleńskiej wypada bardzo przekonująco i podnosi jej rangę.

Międzynarodowy? Zgoda. Ekspert? Z pewnością. Naukowiec z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego? Tu można mieć spore wątpliwości.

Ani nazwisko "Glenn Jorgensen", ani "Glenn Joergensen", ani nawet "Glenn Jørgensen" nie występuje w wyszukiwarce na stronie duńskiej uczelni. Nie ma go ani w spisie pracowników, ani w katalogu autorów publikacji naukowych. Kim w takim razie jest "odważny duński uczony"?

Inżynier, pilot, biznesmen i wynalazca. Te słowa najlepiej opisują to, czym się zajmuje. W Danii prowadzi firmę Xtern Udvikling, która zajmuje się doradztwem i opracowywaniem rozwiązań inżynierskich na zamówienie. Jak napisał niedawno "Nasz Dziennik", któremu udało się spotkać z Joergensenem w Danii, jest on na przykład autorem projektu wiatrakowca, lekkiej motolotni połączonej ze śmigłowcem. Prowadzi również laboratorium, w którym testuje statki powietrzne zasilane wiatrem. Ale jego firma nie zajmuje się wyłącznie awioniką. Pracuje także między innymi nad urządzeniem do usuwania piegów.

Jeśli zaś chodzi o jego związki z Duńskim Uniwersytetem Technicznym, to Glenn Joergensen nie jest jej pracownikiem naukowym, lecz absolwentem. Przez jakiś czas pracował tam jako asystent, a teraz utrzymuje z uczelnią dość luźne kontakty, na zasadzie współpracy.

Joergensen mieszka z rodziną na rolniczej farmie w Zelandii, gdzie jego córka zajmuje się hodowlą zwierząt. Ma stado 25 krów, a także owce i dziki - podaje "Nasz Dziennik".

Katastrofę smoleńską bada na własną rękę. Przeczytał raport rosyjskiej Międzynarodowej Komisji Lotniczej (MAK), wykorzystał ujawnione w nim informacje, zebrał zapisy z komputera pokładowego Tu-154M, kupił zdjęcia satelitarne miejsca katastrofy z 11 kwietnia 2010 roku oraz dane dotyczące bezwładności maszyny zaczerpnął z dokumentów dotyczących samolotu boeing 727, podobnego jego zdaniem do tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku. Nad rozwikłaniem zagadki katastrofy pracował godzinę dziennie, przez wiele miesięcy. Wyniki, jakie uzyskał z obliczeń, pozwalają mu twierdzić, że maszyna nie uderzyła w brzozę, tylko przeleciała nad nią. Tak jak twierdzi Antoni Macierewicz.

Joergensen przekonuje, że kolizja samolotu z brzozą nie zgadza mu się z obliczeniami dotyczącymi miejsca upadku. Jeśli nawet - jak tłumaczy - tupolew uderzyłby w drzewo i stracił fragment skrzydła, co utrzymuje rządowy zespół do wyjaśnienia przyczyn katastrofy kierowany przez Macieja Laska, wówczas spadłby o wiele bliżej. Część wniosków inżyniera jest przy tym zgodna z tym, co twierdzili inni eksperci Antoniego Macierewicza, między innymi prof. Wiesław Binienda i dr Grzegorz Szuladziński. Chodzi o wytrzymałość skrzydła. Zdaniem Joergensena, brzoza nie byłaby w stanie oderwać końcówki skrzydła tupolewa. Zresztą nawet jeśli samolot utraciłby fragment lewego skrzydła, to nie obróciłby się do góry kołami, wykonując tak zwaną półbeczkę, a tak właśnie według ekspertów komisji Laska wyglądał moment uderzenia maszyny w ziemię.

Według duńskiego inżyniera wyniki jego badań to punkt wyjścia do wyjaśnienia "prawdziwych przyczyn katastrofy". Przyczyn, które chyba już wyjaśnił Antoni Macierewicz. Bo jak podkreślił Glenn Joergensen na konferencji zespołu parlamentarnego, z tragedią związane są władze rosyjskie.

ZOBACZ PRACĘ NA TEMAT LOTU TUPOLEWA AUTORSTWA GLENNA JOERGENSENA: