3 lipca w gabinecie i mieszkaniach wiceszefa resortu infrastruktury, Zbigniewa Rynasiewicza pojawili się agencji CBA. Śledczy nie chcą jednak zdradzić szczegółów sprawy, wiadomo tylko, że chodzi o korupcję - pisze "Gazeta Wyborcza". Dzień przed rewizją, agenci zatrzymali też dwóch biznesmenów z Leżajska, którzy mieli spotkać się w Warszawie z urzędnikiem. Funkcjonariusze szukali przy nich złotych sztabek, które miały być wręczone jako łapówka. 

Dopiero tydzień po tych dwóch akcjach funkcjonariusze CBA weszli do gabinetu Jana Burego i szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. Agenci odwiedzili też byłego prokuratora okręgowego w Rzeszowie, Zbigniewa Niezgodę i Janusza W., byłego szefa UOP w tym regionie. Tam też szukano złota. Okazało się, że jedną z podejrzanych sztabek znaleziono u wysokiego duchownego. Nikt jednak nie chce zdradzić szczegółów sprawy. Wiadomo tylko, że chodzi o "20 tematów" i właścicieli firmy paliwowej MAANTE z Leżajska. 

Tymczasem Rynasiewicz broni się przed atakami. Tłumaczy zarówno partyjnym kolegom, jak też swej szefowej, Elżbiecie Bieńkowskiej, że nie wie o co chodzi. Czy premier go zdymisjonuje? Jeśli pan Rynasiewicz sprawuje dalej swoją funkcję, to myślę, że ma zaufanie premiera - staje po stronie urzędnika rzeczniczka rządu, Małgorzata Kidawa-Błońska. Tymczasem dymisji polityka domagają się posłowie PiS z Podkarpacia.