Miał miejsce bardzo poważny atak hakerski skierowany głównie na prywatną pocztę elektroniczną osób pracujących w MON i Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Atak był prowadzony z serwerów na Łotwie. Przejętych zostało co najmniej tysiąc maili osób pracujących w wojsku - mówi tygodnikowi "Wprost" jedna z najbardziej wpływowych osób w polskich specsłużbach. Za atakiem, zdaniem informatora, stali Rosjanie. Po tej aferze odszedł szef Narodowego Centrum Kryptologii MON, Krzysztof Bondaryk, który nie chciał już dłużej firmować swoim nazwiskiem nieodpowiedzialnego zachowania wojskowych.

Dziennikarze zwrócili się do swych informatorów w MON o potwierdzenie afery. Wśród zaatakowanych skrzynek pocztowych nie było takich, które należą do osób zajmujących kluczowe stanowiska w naszej armii. Oczywiście to jeszcze o niczym nie musi świadczyć, bo dostęp do istotnych informacji często mają sekretarki albo adiutanci, a nie tylko ważni generałowie - tłumaczy ich rozmówca. ABW sprawdziła jednak całą sprawę. Okazało się, że ataku nie wykrył wojskowy kontrwywiad. Dlatego też, jak twierdzi informator tygodnika, przez tę aferę poleciał szef SKW, generał Janusz Nosek. Minister Tomasz Siemoniak wskazał tę kwestię posłom z sejmowej komisji ds. służb specjalnych, gdy omawiano sprawę odejścia generała Noska - dodaje.

Tymczasem posłowie z komisji służb specjalnych nie przypominają sobie, by minister użył podobnych argumentów. Niewyłapany atak hakerski jako jedna z przyczyn odwołania Noska? Pierwsze o tym słyszę. Minister Siemoniak nic takiego nie powiedział na komisji - mówi jeden z polityków

Sprawę skomentował na Twitterze rzecznik MON, Jacek Sońta. Jego zdaniem, atak nie przyniósł żadnych strat. Zapewnia też, że resort ani jego pracownicy nie umieszczają żadnych tajnych treści w sieci, a wewnętrzne serwery pocztowe nie są podłączone do internetu.

ZOBACZ TAKŻE: Hakerzy zaatakowali stronę Sejmu>>>