Niemiecki dziennikarz śledczy Jurgen Roth w swoich książkach powoływał się na raport BND, według którego oficer FSB miał na polecenie polskiego polityka podłożyć bombę w prezydenckim Tupolewie przed lotem do Smoleńska. Teraz jednak w rozmowie z weekendowym wydaniem "Gazety Polskiej Codziennie" twierdzi, że raport mógł być nieprawdziwy, a jego przekazanie było manipulacją niemieckiego wywiadu. Oczywiście niewykluczone, że cała historia opisana w dokumencie jest fałszerstwem, celową akcją dezinformacyjną ND. Zresztą w książce wcale nie twierdzę, że zawarte w raporcie wydarzenia miały miejsce. Nie zmienia to jednak faktu, że sam raport istnieje - mówi w "GPC" niemiecki dziennikarz śledczy.

Jego zdaniem, to jednak nie był przypadek, że raport - jeśli nawet jest fałszywy - wpadł w jego ręce. Politycy traktują instrumentalnie dziennikarzy. Mogę zdradzić, że było polityczne zainteresowanie, żebym otrzymał raport funkcjonariusza BND na temat Smoleńska. Nic nie dzieje się przypadkiem - powiedział gazecie. Przyznał, że wie o tym od konkretnych ludzi z niemieckiego wywiadu, których zna od lat. Na tej podstawie wytworzył się między nami pewien rodzaj zaufania - wytłumaczył. Dzięki temu dotarły do mnie informacje o politycznym zainteresowaniu tym, by raport na temat Smoleńska trafił w moje ręce. Nie jestem oczywiście w stanie stwierdzić, z jakich powodów mogło komuś zależeć na ujawnieniu dokumentu - podsumował.