Metropolita podkreślił, że należy stać na straży własnego sumienia, by ocalić człowieczeństwo. Wspominał słowa Jana Pawła II wypowiedziane w 1997 r. w Gnieźnie wobec pięciu prezydentów, że Europa nie odzyska swej szlachetnej tożsamości, jeżeli nie będzie kształtowana i prowadzona przez ludzi sumienia. Nasze myślenie i postępowanie musi być według zasady: tak – tak, nie – nie, bo wszystko inne pochodzi od złego ducha – mówił.

Hierarcha wskazał, że o łaskę prawego sumienia należy nieustannie prosić Boga. Musimy tworzyć w sobie i wokół siebie cywilizację prawdy i miłości. To wielkie zadanie, jakie stoi przed nami, przed Kościołem w Polsce, przed Polską, jeżeli chce ona spełnić rolę, jakiej życzył jej Jan Paweł II, gdy z nadzieją patrzył, jak stała się członkiem UE: aby wniosła do niej to, co najbardziej istotne, a tam bywa już zapomniane: prawdę i dobro, Jezusa Chrystusa (…) – powiedział metropolita krakowski.

Nawiązując w kazaniu do wydarzeń sprzed ponad 2 tys. lat, arcybiskup powiedział, że własnemu sumieniu sprzeniewierzył się Piłat, który uległ argumentom ulicy i "zagranicy". Jak mówił, Piłat szybko zorientował się, że Jezus jest niewinny. Próbował uciec od problemu i dał wybór ludowi. Pytał, kogo chce on uwolnić – Jezusa czy zbrodniarza Barabasza? Lud wybrał Barabasza. Ten wybór wskazuje, pod jaką presją był Piłat. Zastosowano wobec niego te mechanizmy, które i wtedy, i dziś są znane. Językiem współczesnym można je nazwać +ulicą+. Podburzyć tłum. Wzbudzić wielkie emocje wśród ludzi, by krzyczeli tylko jedno: +ukrzyżuj go!+ – powiedział hierarcha.

Abp Jędraszewski dodał, że Piłat został poddany też presji zagranicy. Odwołanie się do ówczesnego głównego ośrodka życia politycznego, administracyjnego i militarnego, do Rzymu. Presja polegała na tym, że jeśli Piłat będzie bronił Chrystusa, to znaczy, że jest wrogiem cesarza. (…) Arcykapłani, przywódcy ludu skierowali oskarżenie: stwierdziliśmy, że ten człowiek (Jezus – PAP) podburza nasz naród i odwodzi od płacenia podatków cesarzowi, a siebie podaje za mesjasza, króla. (…) Żydzi wołali - jeśli go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się cesarzowi – mówił.

Jak podkreślił arcybiskup, wobec presji "ulicy" i "zagranicy" Piłat okazał uległość. Chcąc zadowolić tłum, kazał Chrystusa najpierw biczować, a następnie wydał na ukrzyżowanie. Wraz z tą decyzją, świadczącą o słabości jego charakteru, uciekł od odpowiedzialności - powiedział. Metropolita pytał, czy można uciekać od odpowiedzialności. Są takie próby, ale w gruncie rzeczy sprowadzają się one do ucieczki od własnego sumienia - powiedział.

Duchowny wskazał, że sumienie pełni dwie funkcje. Po pierwsze mówi o tym, co jest dobre, a co złe. Właściwie ukształtowane sumienie przedstawia wyraźną granicę między dobrem i złem. (…) Piłat wiedział, że Chrystus jest człowiekiem sprawiedliwym. Potrafił ocenić Żydów, że działają przez zawiść - mówił. Drugi poziom przekłada się na czyny. Gdy sumienie widzi, że coś jest dobre, to mówi: czyń to, a gdy coś jest złe, to czujemy wewnętrzny zakaz: nie wolno czynić zła. (…) Piłat tu okazał się człowiekiem słabym. Miał władzę, działał w imieniu cesarza, ale wewnętrznie w swoim sumieniu był słaby i dlatego uległ - wskazywał arcybiskup.

Zdaniem metropolity, gdyby Piłat uwolnił Chrystusa, doświadczyłby wewnętrznej wolności, bo poszedłby za prawdą wbrew naciskom "ulicy". Poczułby wewnętrzną godność nawet, gdyby to miało go kosztować – podkreślił. Jednak Piłat nie uwolnił Jezusa. Został człowiekiem wewnętrznie zniewolonym, który ostatecznie popełnił samobójstwo z powodu wyrzutów sumienia. Jakaż to znacząca lekcja dla nas, gdy słyszymy oskarżenia kierowane wobec tych, którzy chcą postępować zgodnie z własnym sumieniem. W imię sumienia, na przykład lekarze, nie chcą zgodzić się na zabójstwo dzieci nienarodzonych - wskazywał.

Abp Jędraszewski wspomniał o działaczce pro-life z Kanady Mary Wagner, która stara się rozmawiać z kobietami decydującymi się na aborcję, by je od tego odwieść. Ona chce być człowiekiem prawego sumienia. Staje wobec muru, jakim jest prawo, urzędnicy tzw. państwa prawa, dla których liczy się - nieraz bardzo zimny i obojętny na los człowieka - przepis, a nie to, co jest istotne: życie i dobro człowieka - powiedział.

Piątkowa część misterium pasyjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej rozpoczęła się o świcie przed Domem Kajfasza. Ponad 100 tys. wiernych przypatrywało się inscenizacji męki Zbawiciela, przygotowanej przez bernardynów i świeckich. Dróżkami Męki Pańskiej przeszli do Ratusza Piłata, gdzie został odczytany "Dekret skazujący Jezusa na śmierć", a abp Jędraszewski wygłosił słowo pasterskie.

Wierni w Drodze Krzyżowej przeszli na Wzgórze Ukrzyżowania, gdzie odprawiona została liturgia Wielkiego Piątku. Ciało Chrystusa w Eucharystii przeniesiono do Kaplicy Grobu na szczycie góry. Do niedzieli będzie trwała jego adoracja. Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej zostało ufundowane na początku XVII w. przez rodzinę Zebrzydowskich. Powstały wokół niego Dróżki Męki Pańskiej, przypominające miejsca święte w Jerozolimie. Kalwaryjskie misteria pasyjne inauguruje Niedziela Palmowa. Zasadnicza część rozpoczyna się w Wielką Środę.