W 1948 roku rozpoczęłam pracę z takimi dziećmi, kiedy były jeszcze bose, kiedy były zawszone - mówiła. - Oni nie są upośledzeni umysłowo, tylko są uwięzieni w swoich ciałach. Do końca życia muszą być rehabilitowani, by utrzymać kondycje. Na to są pieniądze potrzebne - mówiła Traczyk-Stawska cytowana przez RMF FM.

Jak relacjonuje RMF FM funkcjonariusze próbowali jej powiedzieć, że szanują jej działalność, jednak mają polecenia, by nie wpuszczać każdego na teren Sejmu. Uczestniczka powstania czekała pod Sejmem pół godziny, jednak Straż Marszałkowska nie pozwoliła jej nawet usiąść na ławce przy biurze przepustek.

Wanda Traczyk-Stawska zapowiedziała, że zamierza wrócić pod parlament. Chyba skrzyknę swoich kolegów - mówiła. - Jestem z Szarych Szeregów, harcerka. Potrafiliśmy z Niemcami tak sprytnie walczyć, że pisaliśmy, co chcieliśmy na ich własnych miejscach postoju. Nie mam wyjścia, będziemy musieli napisać na Sejmie to, co powiedziała siostra Małgorzata Chmielewska. Że powinniśmy na kolanach te matki przepraszać i ze wszystkich sił wspierać - dodała.

Tymczasem wczesnym popołudniem na zajście zareagowało Centrum Informacyjne Sejmu. - Zapraszamy do Sejmu p. Wandę Traczyk-Stawską, doszło do nieporozumienia. Kancelaria Sejmu i Straż Marszałkowska wyraziła zgodę od razu, gdy poseł poinformował nas o tym. W momencie spotkania z mediami takiej informacji nie mieliśmy - wyjaśnia na Twiterze Andrzej Grzegrzółka z Centrum Informacyjnego Sejmu.

To poważne i celowe nieporozumienie. Oczywiście, że p.Wanda Traczyk-Stawska może wejść do Sejmu. I taka zgoda została wydana. Tyle tylko, że zapraszający poseł najpierw zdecydował się na konferencję prasową, a później na poinformowanie o wizycie Kancelarii - dodał Grzegrzółka.

Nieco inną wersją wydarzeń przedstawia poseł Marcin Święcicki.

Wniosek złożyłem 8 maja o godzinie 16 w sekretariacie marszałka Kuchcińskiego, ten wniosek przyjęła sekretarka, powiedziała, że się tym zajmie. Następnego dnia dostałem odpowiedź telefoniczną, że decyzja jest negatywna. Prosiłem o odpowiedź na piśmie, odmówiono mi - tłumaczy Onetowi.

Dziś dokładnie o 10.30 jeszcze raz zaniosłem pismo, tym razem do sekretariatu szefowej Kancelarii Sejmu. Dostałem odpowiedź telefoniczną o 12.17, że jest taka możliwość. Pani Wanda przyjechała o 11, mówiłem im, że o tej godzinie przyjedzie. Dzwoniłem trzykrotnie w czasie, gdy czekaliśmy, prosiłem o pilną decyzję. Słyszałem: panie pośle, nie ma jeszcze decyzji. Czekaliśmy 40 minut - podkreśla.

O 12.17 dostałem decyzję pozytywną, ale powiedziałem, że pani Wanda już pojechała, może wydadzą przepustkę na poniedziałek - twierdzi Święcicki.