Jednocześnie sąd z uwagi na to, że stopień winy i szkodliwość społeczna czynu nie są znaczne, warunkowo umorzył postępowanie karne wobec Szumełdy na okres jednego roku. Dodatkowo, szef pomorskiego Komitetu Obrony Demokracji ma przeprosić MW na swoim koncie Twitter oraz zapłacić 1000 zł na rzecz organizacji charytatywnej.

Wyrok nie jest prawomocny.

W prywatnym akcie oskarżenia, który działacze MW złożyli w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Północ, zarzucili liderowi pomorskiego KOD popełnienie przestępstwa zniesławienia. Domagali się od niego przeprosin i nawiązki w kwocie co najmniej 10 tys. zł na fundację "Orle Gniazdo", która promuje pamięć o Żołnierzach Wyklętych.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Sebastian Graban podkreślił, że oskarżony nie przedstawił żadnych dowodów na to, że w grupie osób atakujących członków KOD byli działacze Młodzieży Wszechpolskiej. - Na nagraniach widać, że członkowie Młodzieży Wszechpolskiej zachowują się godnie i nikomu nie przeszkadzają. Natomiast, z drugiej strony nie ma też mowy o żadnych nagannym zachowaniu i prowokacji ze strony KOD. Członkowie KOD-u na tej uroczystości zachowywali się godnie i nikt nie powinien ich stamtąd wypraszać – powiedział sędzia.

Sąd uznał, że błędem oskarżonego było jednak kategoryczne stwierdzenie, że wśród tych, którzy napadli na działaczy KOD były osoby z Młodzieży Wszechpolskiej.

Żyjemy w czasach, gdzie tak naprawdę liczą się "paski" w mediach. Mało osób czyta i stara się racjonalnie zastanawiać nad sensem tego, co jest podawane w mediach. Wypowiedź uczestnika zdarzenia jednoznacznie wskazująca na członków Młodzieży Wszechpolskiej jako osoby, które napadały na niego i inne osoby, powielana w nagłówkach, z pewnością, nawet w racjonalnej ocenie człowieka niezaangażowanego politycznie po żadnej ze stron, mogła zaszkodzić wizerunkowi stowarzyszenia Młodzież Wszechpolska – ocenił sąd.

Sędzia Graban zaznaczył, że w uzasadnieniu pisemnym wyroku sąd wskaże personalia osoby, która z dużym prawdopodobieństwem mogła być sprawcą ataku na działaczy KOD, aby dochodzenie w tej sprawie mogły podjąć organy ścigania. Pierwsze śledztwo w tej sprawie, z zawiadomienia KOD złożonego dzień po incydencie, zostało przez prokuraturę umorzone z powodu niewykrycia sprawców.

Przedstawiciel MW był zadowolony z wyroku. - Cieszymy się, że sąd uznał winę oskarżonego. Jesteśmy z zasądzonej kary usatysfakcjonowani. Nam przede wszystkim chodziło o to, żeby wykazać, że członkowie naszego stowarzyszenia nie brali udziału w czynie, który opisywał pan Szumełda. Powiem więcej: byłem tam osobiście i my wręcz jako Młodzież Wszechpolska uspokajaliśmy nastroje podczas mszy, ponieważ niegodnym było zachowanie wielu ludzi – powiedział dziennikarzom rzecznik prasowy MW, Mateusz Marzoch.

Szef pomorskiego KOD podkreślił, że wyrok przyjmuje z pokorą. - Poczekamy na pisemne uzasadnienie. Natomiast ja nie będę się zachowywał, jak premier Morawiecki i nie będę damskim głosem przepraszał. Jeżeli uznamy, że rzeczywiście ten wyrok jest sprawiedliwy, to przeproszę Młodzież Wszechpolską – dodał.

Ten proces pokazał po raz pierwszy coś bardzo ważnego. To jest pierwsza instytucja państwa polskiego, która powiedziała, że wtedy pod Bazyliką Mariacką - wbrew tej nieprawdopodobnej propagandzie, która miała wtedy miejsce – Komitet Obrony Demokracji nie przyszedł tam prowokować. Zostało ponad wszelką wątpliwość ustalone podczas tego procesu, że zachowywaliśmy się tam godnie, i że to my byliśmy ofiarami napaści osób, których prokuratura tożsamości nie ustaliła – zaznaczył Szumełda.

Premier Beata Szydło mówiła po uroczystościach, że KOD na pogrzebie "Inki" i "Zagończyka" chciał zamanifestować swą działalność polityczną. - Źle się stało, że doszło do takiego zamieszania - oceniała tuż po zdarzeniu szefowa rządu. Według niej "to była prowokacja". Również zdaniem ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka działacze KOD-u mieli intencje zakłócenia uroczystości; szef resortu nazwał ich działania prowokacją polityczną.

Sprawa dotyczy wydarzenia z 28 sierpnia 2016 r. podczas uroczystości pogrzebowych Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka" - żołnierzy AK, straconych na mocy wyroku komunistycznego sądu w 1946 r. (wówczas zostali pochowani bezimiennie; państwowy pogrzeb dwa lata temu odbył się po odnalezieniu i identyfikacji ich szczątków w 2014 i 2015 r.).

Przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku, gdzie trwała msza pogrzebowa, pojawiła się kilkunastoosobowa grupa działaczy KOD. Doszło do przepychanek z innymi zgromadzonymi tam osobami, które wznosiły m.in. okrzyki: "Precz z komuną", "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę". KOD-owcy opuścili plac przed świątynią w eskorcie policjantów.