KLARA KLINGER: Mówi się, że to częściej rodzice, a nie dzieci przeżywają pójście do szkoły. Sama widzę, że wiele matek startujących pierwszoklasistów wpada wręcz w panikę.
MAŁGORZATA OHME
*: Posłanie dziecka po raz pierwszy do szkoły to na pewno trudny okres dla rodziców, a zwłaszcza dla tych, którzy zakładają, że ich dziecko "nie przeżyje" odłączenia od nich. Ale tak naprawdę to raczej oni sami mają kłopot z pogodzeniem się, że ich dziecko nagle będzie miało nowy, własny świat. To często rodzice ciężej przeżywają taką separację niż ich dzieci.

Jednak zanim dziecko pójdzie do szkoły, po drodze zalicza przedszkole, zerówkę. Nie jest to więc pierwsza rozłąka...
Ale w przedszkolu dziecko jest wciąż zależne od rodziny. W szkole zaś zaczyna pełnić nową rolę społeczną i nie jest już tylko dzieckiem swoich rodziców. Rodzicom często w takim momencie zaczynają po prostu czuć się niepotrzebni. Nagle pojawia się nowa grupa rówieśników, nowe autorytety, nauczyciele. To bardzo ważne osoby w życiu młodego człowieka i tego często rodzice nie umieją zaakceptować.

I z zazdrości zaczynają walczyć o względy dziecka z nauczycielami?
Paradoksalnie tak, ale robią to najczęściej nieświadomie. 7 lat to wiek, kiedy dziecko bardzo potrzebuje innych autorytetów. Dzieciaki przychodzą do domu i zachwycają się: "ta nasza pani jest taka mądra i ładna", albo "pan od WF-u świetnie gra w piłkę". Rodzice bardzo często denerwują się, bo nie potrafią pogodzić się z tym, że istnieje ktoś inny poza nimi, kogo dziecko podziwia. Przypomina mi się tu pewna scena z książki "Mikołajek i inne chłopaki" - gdy mama Mikołajka pierwszy raz jest zmuszona wysłać go na obiad do stołówki szkolnej. Mikołajek wraca oczywiście zachwycony i opowiada, jak brał kolejne dokładki. Mama wybiega ze łzami w oczach, po czym prędko piecze ulubione ciasto Mikołajka. To jest świetny przykład takiej potrzeby zależności dziecka. Zdarza się, że właśnie z tego powodu w domu karmią swoje dziecko złymi opiniami na temat szkoły. Niestety, nie zdają sobie sprawy, że dziecko ma potem problemy ze współpracą i akceptacją swoich wychowawców.

Może to przejaw lojalności wobec dziecka? Może w ten sposób rodzice chcą dać mu wsparcie.
Niekiedy rodzice robią wszystko, żeby zatrzymać dziecko w domu. Oczywiście podświadomie. Pamiętam pewne dziecko z fobią szkolną. Było otyłe i miało problemy z rówieśnikami. Ale jak się okazało, największym kłopotem była babcia, która przeszła na emeryturę i bardzo chciała wnuczka zatrzymać przy sobie, żeby czuć się potrzebna. Takich sytuacji jest naprawdę wiele. Pokazują, że rodzice kompletnie nie są przygotowani na samodzielność swoich dzieci, a więc i szkołę.

Z czego to wynika? Czego się więc boją?
Boją się separacji, ale też boją się oceny dziecka, którą traktują jak własną. To, jakie stopnie dostaje i jak sobie radzi w grupie kolegów, rodzice często traktują jako świadectwo wystawione samym sobie. Stanowi to dla nich swoisty egzamin z tego, jak wychowali swoje dziecko i jakie talenty - lub ich brak - odziedziczyło po nich. Kolejnym problemem jest też to, że rodzice często przenoszą na dzieci własne ambicje.

Rodzice zbyt dużo oczekują od dzieci?
Od dzieci i od siebie. Czują się zbyt odpowiedzialni za wszystko, co z dzieckiem się dzieje, kim ono jest, odnosząc do siebie jego kłopoty i trudności. Kiedy więc dziecko przynosi dwóję z matematyki, to automatyczną reakcją wielu rodziców jest stwierdzenie, że pani "uwzięła się" na ich dziecku i nie dopuszczają możliwości, że być może ich dziecko nie nauczyło się albo czegoś zwyczajnie nie rozumie.

A co jeśli rzeczywiście dziecko sobie nie radzi?
Dziecko trzeba przede wszystkim konfrontować z problemami. Ale dla wielu rodziców jedynym rozwiązaniem problemów ich dziecka jest zwalenie winy na kogoś trzeciego albo też przeniesienie go do innej szkoły. To typowa reakcja ucieczkowa, która nie rozwiązuje sprawy. Każda zmiana miejsca wiąże się z dodatkowym stresem dla dziecka i uniemożliwia prawdziwe i potrzebne zderzenie z rzeczywistością. Dziecko oczywiście może się nie odnajdywać wśród rówieśników, nie radzić sobie z nauką, ale to jest ostatni moment, kiedy należy się z tym zmierzyć! Nie należy dziecka obsesyjnie przed wszystkim chronić.

Gdzie jest więc granica odpowiedzialności za nasze dzieci?
Z pewnością rodzic nie powinien rozwiązywać wszystkich problemów za dziecko. Powinien je wprowadzać w nowe sytuacje i podpowiadać mu techniki rozwiązywania problemów. Ale rodzice często zapominają, że to dziecko będzie rozliczane z zadań, a nie oni. Znam takie sytuacje, gdzie - gdy jakiś kolega zwyzywa Jasia - jego rodzice dzwonią natychmiast do domu tego kolegi, by interweniować. W ten sposób nie uczą dziecka niczego innego jak tylko wyuczonej bezradności, czyli postawy biernej i bardzo zależnej od innych.

Takie sytuacje to w szkole niemal codzienność. Jak więc rodzice powinni przygotować dziecko do szkolnego życia?
Na pewno nie przedstawiać szkoły jako jaskini lwa, pełnej głupich i wrogich ludzi. Taka wizja będzie przerażać dziecko i aktywizować w nim takie stwierdzenia właśnie w sytuacjach problemowych. Zamiast je rozwiązywać, dziecko oznajmi pewnego dnia, że rzeczywiście wszyscy są przeciwko niemu i nie pójdzie już do szkoły. No i jesteśmy w ślepym zaułku. Trzeba dziecko oswajać z miejscem, które będzie dla niego ważne przez najbliższe lata. Bardzo istotne są tak naprawdę rzeczy drobne. Choćby przygotowanie do prostych czynności jak wiązania butów, żeby potem nie wstydziło się, że musi mu pomagać pani. Można też pokazać mu drogę do szkoły, spacerować z nim tą trasą, opowiadając własne szkolne historie. Po to, by dziecko stopniowo oswajać z nową sytuacją. Wtedy też stres związany z tym nie będzie tak silny. A potem już po prostu być blisko dziecka i obserwować je...

... jak wyrasta z dzieciństwa? Mówi się przecież, że pójście do szkoły to jego koniec.
Na pewno szkoła to koniec pewnego etapu: beztroski i braku odpowiedzialności. W tym nowym etapie dziecko zaczyna być rozliczane z zadań, jest oceniane, musi sobie radzić samo. Ale to wcale nie jest tak, że to szkoła narzuca taki właśnie system. Dziecko samo chce mieć obowiązki czy możliwość wykazania się w czymś, buduje w ten sposób własną tożsamość. Rodzice często zaś tego nie rozumieją, a ich lęk przed szkołą jest w gruncie rzeczy obawą przed dorosłością, w którą wkraczają ich „maluchy”. Myślę, że niektórzy rodzice muszą po prostu wydorośleć razem z dzieckiem i to jest tak naprawdę główny problem, z którym trudno im sobie poradzić.

*Małgorzata Ohme, psycholog, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, psychoterapeuta Akademickiego Centrum Psychoterapii SWPS