W minionym roku do lasów gubińskich wywieziono w dużych partiach 60-80 ton śmieci, czyli zawartość 50 ciężarówek - informuje Mariusz Kowalczyk, komendant posterunku Straży Leśnej w Gubinie. Około połowy nielegalnych transportów przybywa z Niemiec. Polscy handlarze w miastach za Nysą regularnie opróżniają składowiska starzyzny i próbują sprzedać u siebie, na bazarach, używaną odzież, meble czy sprzęt gospodarstwa domowego. Nie sprzedana reszta ląduje w najbliższym lesie.

Zmorą leśników są zaśmiecacze jeżdżący samochodami osobowymi: trudniej ich złapać, niż kierowców ciężarówek. – Ludzie parkują na poboczach leśnych dróg po 10-15 razy i wyrzucają śmieci na raty – skarży się Kowalczyk. Ale straż leśna znalazła i na to sposób. – Nie tolerujemy tzw. parkowania na długość pojazdu – opowiada komendant z Gubina. – Teraz gdy ktoś zatrzymuje się tuż przy drodze, w nie wyznacznym do tego miejscu, daje nam powód do przejrzenia samochodu.

Znalezienie tam śmieci to już powód do skierowania sprawy do kolegium.

Gubińska straż leśna współpracuje z policją w akcji zapobiegania i wykrywania sprawców zaśmiecania. Miejscowy sąd prowadzi w tej chwili ponad 30 spraw i postępowań przygotowawczych za zanieczyszczanie środowiska. Wyroki to na ogół grzywny do 5 tys. zł, czasem z nawiązką równą kosztom uprzątnięcia leśnego śmietniska. Kary odnoszą skutek. – Kilka lat temu doprowadziliśmy do jednorazowego skazania siedmiu osób z jednej z wiosek przylegających do lasu. Od tej pory mamy spokój z tą miejscowością – opowiada Kowalczyk.

Według zgodnych ocen straży leśnej i policji odsetek wykrytych sprawców zanieczyszczeń sięga 50 proc.

Jak rozpoznać winowajcę? Po pierwsze trzeba przyjrzeć się temu, co wyrzuca. – W stertach odnajdujemy rachunki, adresy, czasem trafia się podpisany zeszyt dziecka – mówi aspirant Andrzej Białek, policjant z Gubina. Mnóstwo jest dokumentów pisanych po niemiecku. W identyfikacji winowajcy pomagają nie tylko papiery. – Śmieci dużo mówią o człowieku – wyjaśnia komendant Straży Leśnej. – Nawet stara dachówka pozwala dotrzeć do osoby, która ją wyrzuciła. Oczywiście pod warunkiem, że dobrze zna się teren.