Amerykanki nie zostałyby tam wysłane. Koreańczycy nie są idiotami, nie pozwoliliby amerykańskim obywatelom umrzeć w obozie. Dziewczyny były przetrzymywane w hotelu. Miały
być jedynie użyte jako zakładniczki i wydane w zamian za przyjazd wysokiej rangi amerykańskiego polityka. Co prawda pracowały w telewizji założonej przez Ala Gore’a, ale Koreańczycy
chcieli przyjazdu kogoś jeszcze bardziej rozpoznawalnego. Trafiło na Clintona.
Znamy tylko dwa takie przypadki, i to sprzed 40 lat. Znaleźli się tam Francuz i Wenezuelczyk należący do partii komunistycznej, którzy zostali ze swoich krajów sprowadzeni przez władze Korei
Północnej, aby przetłumaczyli dzieła Kim Il Sunga na francuski i hiszpański. Ale w trakcie pracy nieopacznie powiedzieli, że ideologia koreańskiego przywódcy jest sprzeczna z ideami Marksa i
Lenina. No i się doigrali.
Umiera średnio co trzeci więzień, przede wszystkim z powodu wycieńczenia pracą i niedożywienia. Jednak w Korei Północnej działają dwa rodzaje obozów. Pierwszy to koncentracyjne, właśnie
tam ginie najwięcej ludzi. Są oni wysyłani na dożywocie bez postawienia żadnych formalnych zarzutów, sądu czy wyroku. Władze traktują ich jako wrogów politycznych za to, że coś
powiedzieli lub zrobili niezgodnego z ideologią reżimu. Do obozu trafia wówczas nie tylko sam "winowajca", lecz także jego rodzina z trzech pokoleń: jego, rodziców i
dziadków. Te, do których mogły zostać wysłane dziennikarki, są nieco inne. To rodzaj ciężkich więzień, gdzie kary odsiadują zarówno kryminaliści, jak i i więźniowie polityczni. Tu
skazani to formalnie oskarżeni, osądzeni, którzy otrzymali wyrok. A kiedy już skończy im się kara, zostają uwolnieni. W Związku Radzieckim nazwano by je "kolonią karną w ścisłym
reżimie". Więźniowie pracują po 12 - 14 godzin w kopalniach, na budowach, przy ścinaniu drzewa, w zakładach hutniczych lub w gospodarstwach rolnych. Kary za niedotrzymanie norm są
niezwykle surowe.
Najczęściej bicie i odmowa żywności, która i tak sprowadza się do dwóch racji wodnistego bulionu z kukurydzy.
Są osobne sale dla kobiet i mężczyzn, przepełnione do granic możliwości. Nie ma pryczy, ludzie śpią bezpośrednio na ziemi lub leżą na kocach. Większość baraków w ogóle nie jest
ogrzewana. Wyjątek stanowią te, które znajdują się przy kopalniach węgla. Pojmani zwykle chodzą w szmatach, resztkach ubrań, w których ich aresztowano.
Auschwitz był obozem zagłady, ludzie byli tam wysyłani, aby zostać zabici. Tu mają pracować. Wzorcem jest raczej radziecki Gułag oraz chińskie i koreańskie dawne systemy represji. Pomysł
uwięzienia trzech pokoleń rodziny sprawcy przestępstwa był np. stosowany w Korei do 1905 roku, a komuniści go tylko reaktywowali. Z tego punktu widzenia można więc powiedzieć, że nawet u
szczytu stalinizmu represje nie były tak okrutne jak dziś w Korei Północnej.
6 - 7 godzin. Wszystko zależy od tego, czy po pracy mają zaplanowane sesje samokrytycyzmu i zajęć ideologicznych. Jeśli tak, to zwykle muszą na nich siedzieć do 11 w nocy lub nawet do
północy. Wstają o piątej lub szóstej rano.
Zwykle sprowadzają się do uczenia na pamięć przemówień Kim Il Sunga.
Hierarchia jest integralną częścią systemu, w którym jedni więźniowie pilnują drugich. Ci wyżej postawieni otrzymują w nagrodę więcej jedzenia. Oczywiście w zamian muszą być wzorowi
ideologicznie.
Najczęściej za kradzież żywności, która nie jest przeznaczona dla więźniów. Dotyczy to szczególnie obozów, w których znajdują się gospodarstwa państwowe, gdzie hoduje się świnie lub
króliki. Więźniowie są tak głodni, że często nie mogą powstrzymać się przed jedzeniem pokarmu dla zwierząt.
Wiemy tylko o paru udanych przypadkach. Obozy są otoczone siatką pod napięciem, strażnicy są uzbrojeni po zęby, a więźniowie wycieńczeni z głodu. Poza tym co robiliby na wolności? W Korei
Północnej ludzie nie mogą swobodnie podróżować, potrzebują przepustek. We wszystkich pociągach są wojskowi, którzy stale sprawdzają, czy pasażerowie mają odpowiednie dokumenty
podróżne. Dlatego tak naprawdę wielu więźniów widzi zewnętrzny świat już tylko przed śmiercią. W obozach nie ma lekarzy, więc kiedy kierownik więzienia dojdzie do wniosku, że ma u
siebie już prawie denata, wysyła go do domu, aby tam umarł. Po co kłopoty z ciałem, pochówkiem.
Zwykle blisko dużych miast. Obozów koncentracyjnych jest natomiast w Korei Północnej sześć. Umieszczono je w izolowanych górach i dolinach w północnej części kraju. W każdym osadzono od
20 do 50 tysięcy osób. Ile dodatkowo osób odsiaduje ciężkie wyroki w ciężkich więzieniach, tego nie wiemy.
Wiele osób ucieka do Chin w poszukiwaniu jedzenia, pracy czy po to, aby połączyć się z rodziną mieszkającą w Korei Południowej. A to nielegalne. Jeśli zostaną złapani na granicy czy
odesłani przez chińskie władze, zwykle otrzymują karę więzienia od 3 miesięcy do 2 lat w tzw. mobilnych brygadach pracy. Jednak jeśli władze dojdą do przekonania, że spotkali się z
południowymi Koreańczykami lub oglądali południowokoreańską telewizję, to wtedy jest to uważane za polityczne przestępstwo. A za to trafia się już do obozów. Osobną kategorią byli
północni Koreańczycy, którzy w ramach współpracy państw socjalistycznych mieszkali w Polsce, NRD, Czechosłowacji, Rumunii, Bułgarii i innych krajach Europy Środkowej i pod koniec lat 80.
musieli wracać. Władze były wobec nich bardzo podejrzliwe, bo ci ludzie byli świadkami upadku komunizmu. Nie chciały, aby ogół ludności o tym słyszał. I dlatego osadzały ich w obozach.
Opieramy się przede wszystkim na relacjach strażników i zarządców obozów, którzy zdezerterowali. 16 tysięcy Koreańczyków z Północy uciekło do Chin i stamtąd dostali się do Korei
Południowej. Wśród nich 50 osób, które przeżyły obozy, z czego dwie uciekły, a reszta została wypuszczona. Opisy ich doświadczeń są bardzo zbieżne.
*David Hawk, doradca amerykańskiego Komitetu na rzecz Praw Człowieka w Korei Północnej.