JĘDRZEJ BIELECKI: Gdyby nie Bill Clinton, dwie amerykańskie dziennikarki schwytane na granicy z Koreą Północną spędziłyby 12 lat w obozie pracy. Jaki byłby ich los?
DAVID HAWK*: Amerykanki nie zostałyby tam wysłane. Koreańczycy nie są idiotami, nie pozwoliliby amerykańskim obywatelom umrzeć w obozie. Dziewczyny były przetrzymywane w hotelu. Miały być jedynie użyte jako zakładniczki i wydane w zamian za przyjazd wysokiej rangi amerykańskiego polityka. Co prawda pracowały w telewizji założonej przez Ala Gore’a, ale Koreańczycy chcieli przyjazdu kogoś jeszcze bardziej rozpoznawalnego. Trafiło na Clintona.

Cudzoziemcy nie trafiają do obozów?
Znamy tylko dwa takie przypadki, i to sprzed 40 lat. Znaleźli się tam Francuz i Wenezuelczyk należący do partii komunistycznej, którzy zostali ze swoich krajów sprowadzeni przez władze Korei Północnej, aby przetłumaczyli dzieła Kim Il Sunga na francuski i hiszpański. Ale w trakcie pracy nieopacznie powiedzieli, że ideologia koreańskiego przywódcy jest sprzeczna z ideami Marksa i Lenina. No i się doigrali.

Obozu się nie przeżywa?
Umiera średnio co trzeci więzień, przede wszystkim z powodu wycieńczenia pracą i niedożywienia. Jednak w Korei Północnej działają dwa rodzaje obozów. Pierwszy to koncentracyjne, właśnie tam ginie najwięcej ludzi. Są oni wysyłani na dożywocie bez postawienia żadnych formalnych zarzutów, sądu czy wyroku. Władze traktują ich jako wrogów politycznych za to, że coś powiedzieli lub zrobili niezgodnego z ideologią reżimu. Do obozu trafia wówczas nie tylko sam "winowajca", lecz także jego rodzina z trzech pokoleń: jego, rodziców i dziadków. Te, do których mogły zostać wysłane dziennikarki, są nieco inne. To rodzaj ciężkich więzień, gdzie kary odsiadują zarówno kryminaliści, jak i i więźniowie polityczni. Tu skazani to formalnie oskarżeni, osądzeni, którzy otrzymali wyrok. A kiedy już skończy im się kara, zostają uwolnieni. W Związku Radzieckim nazwano by je "kolonią karną w ścisłym reżimie". Więźniowie pracują po 12 - 14 godzin w kopalniach, na budowach, przy ścinaniu drzewa, w zakładach hutniczych lub w gospodarstwach rolnych. Kary za niedotrzymanie norm są niezwykle surowe.


Jakie?
Najczęściej bicie i odmowa żywności, która i tak sprowadza się do dwóch racji wodnistego bulionu z kukurydzy.

Jak żyją więźniowie?
Są osobne sale dla kobiet i mężczyzn, przepełnione do granic możliwości. Nie ma pryczy, ludzie śpią bezpośrednio na ziemi lub leżą na kocach. Większość baraków w ogóle nie jest ogrzewana. Wyjątek stanowią te, które znajdują się przy kopalniach węgla. Pojmani zwykle chodzą w szmatach, resztkach ubrań, w których ich aresztowano.

Czy można porównać te warunki z tymi, jakie panowały w Auschwitz?
Auschwitz był obozem zagłady, ludzie byli tam wysyłani, aby zostać zabici. Tu mają pracować. Wzorcem jest raczej radziecki Gułag oraz chińskie i koreańskie dawne systemy represji. Pomysł uwięzienia trzech pokoleń rodziny sprawcy przestępstwa był np. stosowany w Korei do 1905 roku, a komuniści go tylko reaktywowali. Z tego punktu widzenia można więc powiedzieć, że nawet u szczytu stalinizmu represje nie były tak okrutne jak dziś w Korei Północnej.

Ile czasu mogą spać więźniowie?
6 - 7 godzin. Wszystko zależy od tego, czy po pracy mają zaplanowane sesje samokrytycyzmu i zajęć ideologicznych. Jeśli tak, to zwykle muszą na nich siedzieć do 11 w nocy lub nawet do północy. Wstają o piątej lub szóstej rano.

Na czym polegają sesje nauk ideologicznych?
Zwykle sprowadzają się do uczenia na pamięć przemówień Kim Il Sunga.

Wszyscy są traktowani identycznie czy panuje jakaś hierarchia?
Hierarchia jest integralną częścią systemu, w którym jedni więźniowie pilnują drugich. Ci wyżej postawieni otrzymują w nagrodę więcej jedzenia. Oczywiście w zamian muszą być wzorowi ideologicznie.


Za co najczęściej wymierza się karę?
Najczęściej za kradzież żywności, która nie jest przeznaczona dla więźniów. Dotyczy to szczególnie obozów, w których znajdują się gospodarstwa państwowe, gdzie hoduje się świnie lub króliki. Więźniowie są tak głodni, że często nie mogą powstrzymać się przed jedzeniem pokarmu dla zwierząt.

Zdarzają się ucieczki?
Wiemy tylko o paru udanych przypadkach. Obozy są otoczone siatką pod napięciem, strażnicy są uzbrojeni po zęby, a więźniowie wycieńczeni z głodu. Poza tym co robiliby na wolności? W Korei Północnej ludzie nie mogą swobodnie podróżować, potrzebują przepustek. We wszystkich pociągach są wojskowi, którzy stale sprawdzają, czy pasażerowie mają odpowiednie dokumenty podróżne. Dlatego tak naprawdę wielu więźniów widzi zewnętrzny świat już tylko przed śmiercią. W obozach nie ma lekarzy, więc kiedy kierownik więzienia dojdzie do wniosku, że ma u siebie już prawie denata, wysyła go do domu, aby tam umarł. Po co kłopoty z ciałem, pochówkiem.

Gdzie znajdują się obozy?
Zwykle blisko dużych miast. Obozów koncentracyjnych jest natomiast w Korei Północnej sześć. Umieszczono je w izolowanych górach i dolinach w północnej części kraju. W każdym osadzono od 20 do 50 tysięcy osób. Ile dodatkowo osób odsiaduje ciężkie wyroki w ciężkich więzieniach, tego nie wiemy.

Za co jeszcze trafia się do obozów?
Wiele osób ucieka do Chin w poszukiwaniu jedzenia, pracy czy po to, aby połączyć się z rodziną mieszkającą w Korei Południowej. A to nielegalne. Jeśli zostaną złapani na granicy czy odesłani przez chińskie władze, zwykle otrzymują karę więzienia od 3 miesięcy do 2 lat w tzw. mobilnych brygadach pracy. Jednak jeśli władze dojdą do przekonania, że spotkali się z południowymi Koreańczykami lub oglądali południowokoreańską telewizję, to wtedy jest to uważane za polityczne przestępstwo. A za to trafia się już do obozów. Osobną kategorią byli północni Koreańczycy, którzy w ramach współpracy państw socjalistycznych mieszkali w Polsce, NRD, Czechosłowacji, Rumunii, Bułgarii i innych krajach Europy Środkowej i pod koniec lat 80. musieli wracać. Władze były wobec nich bardzo podejrzliwe, bo ci ludzie byli świadkami upadku komunizmu. Nie chciały, aby ogół ludności o tym słyszał. I dlatego osadzały ich w obozach.

Skąd ma pan informacje o tym, jakie warunki panują w północnokoreańskich obozach?
Opieramy się przede wszystkim na relacjach strażników i zarządców obozów, którzy zdezerterowali. 16 tysięcy Koreańczyków z Północy uciekło do Chin i stamtąd dostali się do Korei Południowej. Wśród nich 50 osób, które przeżyły obozy, z czego dwie uciekły, a reszta została wypuszczona. Opisy ich doświadczeń są bardzo zbieżne.

*David Hawk, doradca amerykańskiego Komitetu na rzecz Praw Człowieka w Korei Północnej.