Dziennik Gazeta Prawana logo

Korea Północna - kraj obozów koncentracyjnych

8 sierpnia 2009, 11:16
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Auschwitz był obozem zagłady, ludzie byli tam wysyłani, aby zostać zabici. Koreańczycy wzorują się na radzieckim Gułagu oraz i dawnymi wschodnoazjatyckimi systemami represji. Pomysł uwięzienia trzech pokoleń rodziny sprawcy przestępstwa był np. stosowany w Korei do 1905 roku, a komuniści go tylko reaktywowali - mówi DZIENNIKOWI David Hawk, doradca amerykańskiego Komitetu na rzecz Praw Człowieka w Korei Północnej.


Amerykanki nie zostałyby tam wysłane. Koreańczycy nie są idiotami, nie pozwoliliby amerykańskim obywatelom umrzeć w obozie. Dziewczyny były przetrzymywane w hotelu. Miały być jedynie użyte jako zakładniczki i wydane w zamian za przyjazd wysokiej rangi amerykańskiego polityka. Co prawda pracowały w telewizji założonej przez Ala Gore’a, ale Koreańczycy chcieli przyjazdu kogoś jeszcze bardziej rozpoznawalnego. Trafiło na Clintona.


Znamy tylko dwa takie przypadki, i to sprzed 40 lat. Znaleźli się tam Francuz i Wenezuelczyk należący do partii komunistycznej, którzy zostali ze swoich krajów sprowadzeni przez władze Korei Północnej, aby przetłumaczyli dzieła Kim Il Sunga na francuski i hiszpański. Ale w trakcie pracy nieopacznie powiedzieli, że ideologia koreańskiego przywódcy jest sprzeczna z ideami Marksa i Lenina. No i się doigrali.


Umiera średnio co trzeci więzień, przede wszystkim z powodu wycieńczenia pracą i niedożywienia. Jednak w Korei Północnej działają dwa rodzaje obozów. Pierwszy to koncentracyjne, właśnie tam ginie najwięcej ludzi. Są oni wysyłani na dożywocie bez postawienia żadnych formalnych zarzutów, sądu czy wyroku. Władze traktują ich jako wrogów politycznych za to, że coś powiedzieli lub zrobili niezgodnego z ideologią reżimu. Do obozu trafia wówczas nie tylko sam "winowajca", lecz także jego rodzina z trzech pokoleń: jego, rodziców i dziadków. Te, do których mogły zostać wysłane dziennikarki, są nieco inne. To rodzaj ciężkich więzień, gdzie kary odsiadują zarówno kryminaliści, jak i i więźniowie polityczni. Tu skazani to formalnie oskarżeni, osądzeni, którzy otrzymali wyrok. A kiedy już skończy im się kara, zostają uwolnieni. W Związku Radzieckim nazwano by je "kolonią karną w ścisłym reżimie". Więźniowie pracują po 12 - 14 godzin w kopalniach, na budowach, przy ścinaniu drzewa, w zakładach hutniczych lub w gospodarstwach rolnych. Kary za niedotrzymanie norm są niezwykle surowe.


Najczęściej bicie i odmowa żywności, która i tak sprowadza się do dwóch racji wodnistego bulionu z kukurydzy.


Są osobne sale dla kobiet i mężczyzn, przepełnione do granic możliwości. Nie ma pryczy, ludzie śpią bezpośrednio na ziemi lub leżą na kocach. Większość baraków w ogóle nie jest ogrzewana. Wyjątek stanowią te, które znajdują się przy kopalniach węgla. Pojmani zwykle chodzą w szmatach, resztkach ubrań, w których ich aresztowano.


Auschwitz był obozem zagłady, ludzie byli tam wysyłani, aby zostać zabici. Tu mają pracować. Wzorcem jest raczej radziecki Gułag oraz chińskie i koreańskie dawne systemy represji. Pomysł uwięzienia trzech pokoleń rodziny sprawcy przestępstwa był np. stosowany w Korei do 1905 roku, a komuniści go tylko reaktywowali. Z tego punktu widzenia można więc powiedzieć, że nawet u szczytu stalinizmu represje nie były tak okrutne jak dziś w Korei Północnej.


6 - 7 godzin. Wszystko zależy od tego, czy po pracy mają zaplanowane sesje samokrytycyzmu i zajęć ideologicznych. Jeśli tak, to zwykle muszą na nich siedzieć do 11 w nocy lub nawet do północy. Wstają o piątej lub szóstej rano.


Zwykle sprowadzają się do uczenia na pamięć przemówień Kim Il Sunga.


Hierarchia jest integralną częścią systemu, w którym jedni więźniowie pilnują drugich. Ci wyżej postawieni otrzymują w nagrodę więcej jedzenia. Oczywiście w zamian muszą być wzorowi ideologicznie.


Najczęściej za kradzież żywności, która nie jest przeznaczona dla więźniów. Dotyczy to szczególnie obozów, w których znajdują się gospodarstwa państwowe, gdzie hoduje się świnie lub króliki. Więźniowie są tak głodni, że często nie mogą powstrzymać się przed jedzeniem pokarmu dla zwierząt.


Wiemy tylko o paru udanych przypadkach. Obozy są otoczone siatką pod napięciem, strażnicy są uzbrojeni po zęby, a więźniowie wycieńczeni z głodu. Poza tym co robiliby na wolności? W Korei Północnej ludzie nie mogą swobodnie podróżować, potrzebują przepustek. We wszystkich pociągach są wojskowi, którzy stale sprawdzają, czy pasażerowie mają odpowiednie dokumenty podróżne. Dlatego tak naprawdę wielu więźniów widzi zewnętrzny świat już tylko przed śmiercią. W obozach nie ma lekarzy, więc kiedy kierownik więzienia dojdzie do wniosku, że ma u siebie już prawie denata, wysyła go do domu, aby tam umarł. Po co kłopoty z ciałem, pochówkiem.


Zwykle blisko dużych miast. Obozów koncentracyjnych jest natomiast w Korei Północnej sześć. Umieszczono je w izolowanych górach i dolinach w północnej części kraju. W każdym osadzono od 20 do 50 tysięcy osób. Ile dodatkowo osób odsiaduje ciężkie wyroki w ciężkich więzieniach, tego nie wiemy.


Wiele osób ucieka do Chin w poszukiwaniu jedzenia, pracy czy po to, aby połączyć się z rodziną mieszkającą w Korei Południowej. A to nielegalne. Jeśli zostaną złapani na granicy czy odesłani przez chińskie władze, zwykle otrzymują karę więzienia od 3 miesięcy do 2 lat w tzw. mobilnych brygadach pracy. Jednak jeśli władze dojdą do przekonania, że spotkali się z południowymi Koreańczykami lub oglądali południowokoreańską telewizję, to wtedy jest to uważane za polityczne przestępstwo. A za to trafia się już do obozów. Osobną kategorią byli północni Koreańczycy, którzy w ramach współpracy państw socjalistycznych mieszkali w Polsce, NRD, Czechosłowacji, Rumunii, Bułgarii i innych krajach Europy Środkowej i pod koniec lat 80. musieli wracać. Władze były wobec nich bardzo podejrzliwe, bo ci ludzie byli świadkami upadku komunizmu. Nie chciały, aby ogół ludności o tym słyszał. I dlatego osadzały ich w obozach.


Opieramy się przede wszystkim na relacjach strażników i zarządców obozów, którzy zdezerterowali. 16 tysięcy Koreańczyków z Północy uciekło do Chin i stamtąd dostali się do Korei Południowej. Wśród nich 50 osób, które przeżyły obozy, z czego dwie uciekły, a reszta została wypuszczona. Opisy ich doświadczeń są bardzo zbieżne.

*David Hawk, doradca amerykańskiego Komitetu na rzecz Praw Człowieka w Korei Północnej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj