To już trzymilionowe hasło w anglojęzycznej wersji najpopularniejszej encyklopedii internetowej.

Encyklopedia, którą może redagować każdy, wszędzie i o dowolnej porze, wystartowała dokładnie osiem lat temu. Biznesmen Jimmy "Jimbo" Wales i filozof Larry Sanger od pewnego czasu eksperymentowali z Nupedią - internetową encyklopedią tworzoną przez wykwalifikowanych ekspertów pracujących w kilkustopniowym trybie redakcji. Projekt ten okazał się jednak na tyle nieefektywny, że 15 stycznia 2001 r. panowie zdecydowali się na społeczny eksperyment. Naukowców zastąpili zwykłymi internautami wolontariuszami i uprościli zasady redakcji. Zadanie było proste: pisz nowe i poprawiaj istniejące artykuły. Dziś widać, że efekty tej pracy rozrosły się do monstrualnych rozmiarów. Według danych szpiegującego po naszych komputerach serwisu Alexa co dziesiąty internauta surfuje właśnie po Wikipedii. Oprócz niej ma też do dyspozycji redagowane przez internautów m.in. Wikicytaty, Wikinews (wiadomości), Wikisłownik. Sama encyklopedia ma grubo ponad 200 wersji językowych, w fazie testowej są np. wersja śląska, brabancka czy krymczacka, a wcześniej funkcjonowała nawet… klingońska (fikcyjny język stworzony na potrzeby "Star Trek"). Anglojęzyczna wersja pozostaje jednak największa.

Nic dziwnego, od czasu stworzenia edytowana była ponad 328 milionów razy. Z tego prawie 13 tysięcy razy zrobił to Mike, student z Manchesteru. O przyłączeniu się do tłumu redaktorów zdecydował błąd gramatyczny. Pewnego marcowego dnia 2005 r. Mike poprawił niefortunne sformułowanie w jednym z haseł z mechaniki kwantowej. "Spodobało mi się to, wsiąkłem na całego. Zwykle jak przysiądę, to mogę pisać cztery, pięć godzin. Redaguję hasła z tych dziedzin, które studiuję, tj. z fizyki i astronomii, ale także np. z lokalnej geografii - mówi DZIENNIKOWI.

Mike śmieje się, że pomimo kilkunastu tysięcy napisanych haseł nie jest jednak totalnym wikipedioholikiem. Tym mianem określają się internauci, którzy nałogowo współtworzą Wikipedię. Aby zmierzyć swoje uzależnienie, sporządzili oni nawet test na punkty dodatnie i ujemne, w którym trzeba udzielić odpowiedzi na takie pytania jak: "Czy spędzasz na Wikipedii 24 godziny na dobę?" (1000 punktów), "Czy czujesz się winny, jeśli nie masz czasu jej edytować?" (6), "Czy edytujesz Wiki, będąc z wizytą u znajomych" (10), "Czy nie możesz się powstrzymać od edytowania Wiki, nawet kiedy jesz?" (10), "Ani nawet wtedy, gdy uprawiasz seks?" (2000).


Wiedza z publicznego szaletu

Zdecydowanie ujemną punktację dostaliby krytycy wikiredagowania. Jednym z nich jest były szef najstarszej i najbardziej renomowanej encyklopedii Britannica Robert McHenry, który twierdzi, że Wikipedia jest jak "publiczna toaleta" - nigdy nie wiesz, kto wcześniej z niej skorzystał. Właśnie decentralizacja i możliwość edytowania przez każdego doprowadziły do licznych wpadek na Wikipedii, takich jak wymyślanie haseł (np. fikcyjny komunista Henryk Batuta), kontrowersyjne edycje (np. umieszczenie najczęstszych odpowiedzi do psychiatrycznych testów plam atramentowych Rorschacha), wandalizmy (np. uśmiercenie amerykańskiego senatora Teda Kennedy’ego) oraz głupie dowcipy. Z tych ostatnich przed kilkoma miesiącami zakpił nawet twórca Dilberta Scott Adams. W jednym z jego komiksów można było przeczytać dialog: "Sekretarka: Moje pierwsze dziecko ważyło 5,5 kilo i urodziłam je w kabinie skradzionej koparki. Pracownik: To nic. Ja wydaliłem taki kamień żółciowy, że nawet został on mianowanym sekretarzem pracy (ang. labor znaczy jednocześnie praca i poród) w administracji Clintona. Sekretarka: Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Pracownik: Daj mi 10 minut. I potem poszukaj tego na Wikipedii".

Ta edycyjna samowolka dotyka jednak i wikipedystów, którzy wdają się w tzw. wojny edycyjne, nawzajem usuwając swoje poprawki w jednym artykule, lub też wojny inkluzjonistów (optujących za największą ilością artykułów) z delecjonistami (kasujących zbędne artykuły). Dziś wiadomo, że porównywanie tradycyjnej papierowej encyklopedii z internetową jest po prostu nietrafione, a z Wikipedii warto korzystać, ale nie tracąc przy tym głowy: "Warto zaglądać do przypisów w artykułach. Jeśli są, wystarczy zajrzeć do źródła, by potwierdzić informację. Jeśli ich nie ma, spróbować potwierdzić ją gdzie indziej. Jeśli się nie da, to trzeba mieć się na baczności" - mówi Mike. - Wikipedia to punkt startu zdobywania wiedzy, a nie jego koniec. Krytyka podatności na błędy nie ma sensu, skoro wiadomo, że przecież od razu można je poprawić - dodaje socjolog internetu Alek Tarkowski. "Warto zauważyć, że przez osiem lat działalności środowisko wypracowało reguły redakcji tekstów. I zdarza się nawet, że gdy ekspert z zewnątrz próbuje coś napisać czy dodać, zostaje odprawiony z kwitkiem, bo np. czegoś nie uwzględnił w treści" - dodaje Tarkowski i zastanawia się, czy społeczność ta będzie wciąż otwarta, czy nie stanie się "zakonem encyklopedycznym" osób, które uznają, że tylko one mają prawo do edycji.


Wikipedia killers

Dziś zarzuty, że Wikipedia nie jest ekspercka, na nikim już nie robią wrażenia. Wszyscy zastanawiają się raczej, czy Wiki doczeka się rywala? Już w pierwszych latach istnienia encyklopedii oręż przeciw Walesowi wytoczył Larry Sanger. Kolega filozof stwierdził, że ich wspólne dziecko okazało się "dysfunkcjonalne". Rozczarowany ilością błędów, zaczął narzekać, że projekt nie zdobył zaufania, zaliczył serię skandali i jest nie do naprawienia. We wrześniu 2006 r. ogłosił powstanie Citizendium (citizen compendium, czyli kompendium tworzone przez obywateli), które ruszyło w marcu następnego roku. Media nie szczędziły porównań do "lepszej Wikipedii", "Wikipedii z manierami". Po dwóch latach serwis ma dopiero 11 763 artykuły i rządzi się twardymi zasadami: redaktorzy muszą mieć wyższe wykształcenie.

Jakiś czas po otwarciu Citizendium Jimmy’emu Walesowi rękawicę rzucili giganci z Google, zapowiadając powstanie "kilera Wikipedii" Knola (knol - jednostka wiedzy). Projekt ma zebrać eksperckie i specjalistyczne artykuły na różne tematy. Teksty mogą być autorskie albo uzupełniane przez innych. Knol utrzymuje się z reklam Google, krytykowany jest za niejasne zasady redakcji i brak wyrazistości, który czyni go trudno odróżnialnym od np. edytowanej przez hobbystów witryny z wiedzą specjalistyczną About.com.

Najnowsza rewolucja w sieciowej kopalni wiedzy zaczęła się w maju tego roku. Wystartowała Wolfram Alpha brytyjskiego fizyka Stephena Wolframa - wyszukiwarka internetowa rywalizująca właściwie i z Wikipedią, i z Google. Ascetyczny serwis gromadzi fakty, liczby, daty, dane i wyświetla je w postaci wykresów i tabel. - Wikipedia wciąż pozostaje jednak bezkonkurencyjna. Knol nie zdobył wielkiej popularności, Citizendium utknęło jako kompletnie niszowa alternatywa, a Wolfram Alpha to zupełnie inna bajka: bardzo faktograficzne narzędzie, choć w przyszłości może się okazać, że do wyszukiwania takich suchych danych będziemy zaglądali właśnie tam - mówi Tarkowski.

Na sukces Wikipedii nie mogli też patrzyć spokojnie twórcy Britanniki, która zadeklarowała... otwarcie na użytkowników. Choć bardzo ostrożnie. Kilka miesięcy temu jej wydawca Jorge Cauz - ten, który porównał Wikipedię do restauracji McDonalda i stwierdził, że w stosunku do Britanniki Wikipedia jest jak "American Idol" do Julliard School of Music (prestiżowa uczelnia muzyczna) - ogłosił możliwość edytowania haseł. Ale tylko pozorną, bo zamiast opcji "Edit" (Edytuj) w internetowej wersji encyklopedii widnieje "Suggest edit" (Zasugeruj edycję). A nad wszystkimi propozycjami uważnie debatują oczywiście redaktorzy Britanniki.

To jednak jak widać nic w porównaniu z bezkonkurencyjną szybkością wikipedystów ("wiki" to po hawajsku "szybko"), którzy jak się rozkręcą, potrafią milion artykułów stworzyć w kilkanaście miesięcy. Na anglojęzycznej Wikipedii hasło trzymilionowe powstało w dwa lata po dwumilionowym - o programie hiszpańskiej telewizji "El

Hormiguero"(wrzesień 2007 r.), a to z kolei w półtora roku po jednomilionowym haśle o szkockiej stacji kolejowej Jordanhill. Polskiej wersji brakuje jeszcze ponad 350 tys. haseł do pierwszego miliona. Ale na tle innych edycji to bardzo dobry wynik, jesteśmy lepsi od Hiszpanów, Włochów, Rosjan i Holendrów.