W wielu budynkach z wielkiej płyty rury nie były wymieniane od momentu oddania obiektu do użytku. To oznacza kilkadziesiąt lat pracy bez generalnego remontu. Żeliwne i stalowe przewody – standard w latach 60., 70. i 80. – z biegiem czasu korodują, tracą szczelność i wytrzymałość. Często też w rurach zbiera się osad, który przykleja się do wewnętrznych ścianach, a to zmniejsza przekrój przewodów i ogranicza przepływ wody. Jest to proces rozciągnięty na lata, dlatego długo pozostaje niezauważony. Aż do momentu, gdy dochodzi do pęknięcia.
Najpierw sufit u sąsiada
Scenariusz często wygląda podobnie. O problemie jako pierwszy dowiaduje się sąsiad z niższego piętra. Na suficie pojawia się mokra plama, zaczyna kapać woda, puchnie podłoga. Potem przychodzi czas na osuszanie, kucie ścian i walkę z ubezpieczycielem.
Winowajcą bywa stara stalowa rura ukryta w ścianie. Z zewnątrz może wyglądać solidnie, ale wewnątrz bywa niemal całkowicie pokryta kamieniem i rdzą. Korozja przez lata osłabia ścianki. Wystarczy nagła zmiana ciśnienia – i dochodzi do rozszczelnienia albo pęknięcia.
Te rury są najbardziej zagrożone
Największe ryzyko dotyczy rur stalowych ocynkowanych, które masowo montowano w budynkach mieszkalnych i domach jednorodzinnych w drugiej połowie XX wieku. Ich trwałość szacowano na kilkadziesiąt lat – wiele z nich ten okres ma już dawno za sobą.
Problem polega na tym, że degradacja postępuje od środka. Instalacja może sprawiać wrażenie sprawnej, a jednocześnie być bliska awarii. To dlatego eksperci mówią dziś wprost: w najbliższych latach możemy być świadkami nasilenia usterek w starszych blokach.
Instalacja "wysyła sygnały". Nie ignoruj tych objawów
Specjaliści podkreślają, że stare systemy wodne potrafią ostrzegać przed poważniejszym problemem. Warto zwrócić uwagę na:
- nietypowe dźwięki w ścianach,
- szumy i stuki w rurach,
- wyraźnie obniżone ciśnienie wody,
- brunatną lub mętną wodę w kranie.
Takie objawy mogą oznaczać, że przekrój rur jest już mocno ograniczony przez osad albo że korozja postępuje szybciej, niż się wydaje. Regularne przeglądy, kontrola ciśnienia i szybka reakcja na pierwsze symptomy mogą opóźnić poważną awarię.
Czas nie działa na korzyść
Wielka płyta była projektowana z myślą o trwałości konstrukcji nawet przez kilkadziesiąt lat i – według analiz technicznych – same budynki mogą stać znacznie dłużej, o ile są odpowiednio utrzymywane. Jednak instalacje wewnętrzne rządzą się innymi prawami. Ich żywotność jest ograniczona i zwykle krótsza niż konstrukcji nośnej.
Wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe coraz częściej planują wymiany pionów wodno-kanalizacyjnych etapami, bo jednorazowa modernizacja całego budynku to ogromny koszt. Z drugiej strony brak działań może oznaczać serię kosztownych napraw i szkód w mieszkaniach.
Dlatego eksperci nie mają wątpliwości: najbliższe 3–5 lat będzie kluczowe dla wielu bloków z czasów PRL. To moment, w którym instalacje osiągają granicę swojej wytrzymałości.