Piesiewicz miał dostać zegarek od szefa Zondacrypto
Informację o zatrzymaniu Piesiewicza podała "Wirtualna Polska". Po chwili potwierdził ją minister cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski.
Prezes PKOl miał dostać od szefa Zondacrypto Przemysława Krala m.in. zegarek wart 40 tysięcy euro. Według ustaleń mediów prezent miał zostać wręczony za "załatwienie" problemów giełdy kryptowalut z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Chodzi o działania urzędu dotyczące m.in. reklam giełdy i przepływów finansowych.
Piesiewicz rzekomo powoływał się na wpływy
Piesiewicz miał deklarować Kralowi, że "załatwi" sprawę UOKiK, powołując się na swoje kontakty z Mateuszem Morawieckim i prezesem UOKiK Tomaszem Chróstnym. Później miał przekazać, że "jest po sprawie", i że pisma z UOKiK przestały przychodzić. Zegarek kupiono około sześciu tygodni później.
Jak podał portal, żadnej skutecznej interwencji w rzeczywistości nie było. Tomasz Chróstny zaprzeczył, żeby Piesiewicz lub Morawiecki interweniowali u niego w sprawie Zondacrypto; zaprzeczyło temu również biuro Morawieckiego. "Nigdy nie było czegoś takiego" - odpowiedział Chróstny dziennikarzom, pytany o rzekomą interwencję u niego prezesa PKOl.
Piesiewicz wszystkiemu zaprzecza
Piesiewicz odpowiedział na pytania dziennikarzy w serwisie X, twierdząc, że sam zapłacił za zegarek, a Kral pomógł mu jedynie w zakupie. "Zakup akurat takiego zegarka jest skomplikowany i mimo podejmowanych przeze mnie prób wcześniej nie udało mi się nabyć zegarka tej konkretnej marki. Podczas jednej z rozmów Przemysław Kral powiedział, że ma taką możliwość, by ten zegarek pomóc mi kupić. Umówiliśmy się, na jego wyraźną prośbę, abym zapłacił mu za niego gotówką (uczyniłem to w kilku ratach, podczas naszych spotkań, co potwierdzą świadkowie). Zegarek jest z certyfikatem wystawionym na moje imię i nazwisko. Oczywiście nie płaciłem żadnego podatku, gdyż nie jest to darowizna, a zakup" - napisał prezes PKOl cytowany w materiale.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
