"Początkowo opinia publiczna miała nic nie wiedzieć o wycieczce, na którą (...) chciał się wybrać Heiko Maas (szef MSZ-PAP)" - pisze dziennik "Tagesspiegel". Misja dyplomatyczna "była najwyraźniej zbyt delikatna i tylko nieliczni dziennikarze mieli (...) towarzyszyć Maasowi (...) do stolicy Namibii Windhuk, aby stamtąd relacjonować historyczny moment: uroczyste podpisanie deklaracji politycznej, w której Niemcy proszą o przebaczenie za grzechy przodków - ludobójstwo około 100 000 Herero i Nama w byłej niemieckiej kolonii w Afryce Południowo-Zachodniej".

Reklama

Ale wyjazd ministra został odwołany. "Sprawy utknęły w martwym punkcie tuż przed metą" - pisze gazeta. Oba kraje przez prawie sześć lat prowadziły negocjacje w sprawie pojednania, a pod koniec maja ogłoszono przełom: siedmiostronicowe porozumienie, w którym Republika Federalna po raz pierwszy od ponad 100 lat przyznaje się do winy Niemiec w sprawie ludobójstwa i obiecuje zadośćuczynienie.

Protesty przeciwko porozumieniu

W Namibii nie milkną protesty przeciwko temu porozumieniu. Mówi się o "zniewadze", o "policzku" wymierzonym potomkom ofiar, o braku "wrażliwości" ze strony Niemców".

We wtorek parlament w Windhuk debatuje nad tą kwestią; obiecana przez RFN wypłata pieniężna w wysokości 1,1 mld euro jest krytykowana jako zdecydowanie za niska. Jest to, zdaniem "Tagesspiegel", prawdopodobnie jeden z powodów odwołania wyprawy Maasa. "Czy porozumienie upadnie na ostatnich metrach?" - zastanawia się gazeta.

"Niemcy działają tylko wtedy, gdy presja staje się zbyt duża" - mówi "Tagesspiegel" badacz kolonializmu profesor Juergen Zimmerer, który "obawia się, że umowa z Namibią nie dojdzie do skutku, co będzie gorzkim rozczarowaniem dla Herero i Nama oraz 'ogromną szkodą wizerunkową' dla Niemiec" - pisze gazeta.

Nie ma powodu, by wątpić, że deklaracja zostanie wkrótce podpisana - uważa z kolei były ekspert chadeckiej partii CDU ds. polityki zagranicznej Ruprecht Polenz, który wynegocjował umowę z Namibią jako specjalny wysłannik rządu niemieckiego. W ciągu najbliższych 30 lat Republika Federalna zamierza udzielić pomocy na "odbudowę" obszarów zamieszkanych przez Herero i Nama, przeznaczając pieniądze na edukację, zaopatrzenie w wodę i zakup ziemi.

Nie może być mowy o bezpośrednich wypłatach odszkodowań dla prawnuków ofiar ludobójstwa - mówi Polenz. - Chcemy poprawić szanse życiowe potomków ofiar poprzez inwestowanie w nich, w szkolenia zawodowe czy rozwój infrastruktury na terenach ich osiedlenia.

Protesty w Namibii pochodzą nie tylko ze strony opozycji, ale także z kół rządowych. - To, że opozycja w Windhuk nie chce zgodzić się na porozumienie, nie jest zaskakujące. Należało się również spodziewać, że wpływowy działacz Herero, Vekuii Rukoro, odrzuci porozumienie. Od lat krytykuje on negocjacje (...), ponieważ odbywały się one za zamkniętymi drzwiami i bez ważnych stowarzyszeń, takich jak Tradycyjne Władze OvaHerero. Bezskutecznie próbował w sądzie domagać się miejsca przy stole negocjacyjnym - pisze dziennik.

Rukoro nie jest odosobniony. Wiceminister zdrowia Namibii, Esther Muinjangue, krytykuje umowę jako nieprzejrzystą. Tradycyjni przywódcy królewskich domów Herero, którzy brali udział w negocjacjach, teraz również wycofują się z nich - i żądają więcej pieniędzy. Wiceprezydent Namibii Nangolo Mbumba ogłosił już wcześniej, że kwota może zostać renegocjowana.

Polenz broni sumy 1,1 mld euro jako "rozsądnej i sprawiedliwej" - pisze "Tagesspiegel".

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier poleci do Windhuk w drugiej połowie roku. Ma tam prosić o przebaczenie w parlamencie Namibii. Wódz Herero Rukoro już zapowiedział demonstracje przeciwko temu.

"Byłby to jednak druzgocący obraz: prezydent federalny proszący w imieniu Niemców o wybaczenie za ludobójstwo, podczas gdy krewni ofiar protestują przed drzwiami" - zauważa dziennik.

"Wielu Herero i Nama żyje w biedzie, większość ziemi w Namibii nadal należy do spadkobierców białych osadników. Dziesiątki tysięcy tubylców zostało zamordowanych przez Niemców w latach 1904-1908, zagłodzonych na śmierć w obozach koncentracyjnych, zabitych podczas robót, wykorzystanych do rasistowskich eksperymentów na ludziach" - przypomina "Tagesspiegel".

Reklama

Masowe mordy na członkach grup etnicznych Herero i Nama

Cesarstwo Niemieckie było potęgą kolonialną na terenie dzisiejszej Namibii w latach 1884-1915 i brutalnie tłumiło powstania miejscowej ludności. Podczas wojny w latach 1904-1908 w ówczesnej Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej władze kolonialne dokonały masowych mordów na członkach grup etnicznych Herero i Nama. Uważa się to za pierwsze ludobójstwo XX wieku. Według historyków zginęło wówczas około 65.000 z 80.000 Herero i co najmniej 10.000 z 20.000 Nama.

Federalne Ministerstwo Spraw Zagranicznych od 2015 roku używa w swoim ogólnym języku terminu ludobójstwo w odniesieniu do wojny eksterminacyjnej w Namibii. Teraz te okrucieństwa są również oficjalnie określane jako ludobójstwo.

Na początku XX wieku ten termin prawny nawet nie istniał. Dopiero w 1948 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło "Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa" jako konsekwencję Holokaustu, czyniąc tym samym ludobójstwo przestępstwem. Konwencja nie działa jednak wstecz, dlatego uznanie ludobójstwa nie ma dla Niemiec żadnych konsekwencji prawnych.